Nazajutrz liczne towarzystwo zasiadło do obiadowego stołu u gościnnego pastora. Byli między innymi panowie de Harcourt i d’Himenez. Ten ostatni rzekł, iż Wolter wie o moim przybyciu do Genewy i byłby rad ze mną się zobaczyć. Odpowiedziałem głębokim ukłonem. Z radością spostrzegłem Helenkę. Widocznie była zaprzyjaźniona z córką pastora, ta zaś ostatnia była piękna, ani słowa, i apetyczna, lecz brakło jej czegoś... czegoś... co jak magnes pociąga i podsyca, i podnieca. Postanowiłem jednak pozyskać jej względy, dlatego, aby pochlebne było to, co będzie o mnie mówiła Helence.

Rozmowa była potoczna przez cały ciąg trwania obiadu, który był, nawiasem mówiąc, doskonały. Dopiero przy deserze pastor poprosił pana Himeneza, aby zadał nieco pytań jego siostrzenicy. Wiedząc o tym, że pan Himenez słynie z niepospolitej wiedzy, jąłem słuchać z wytężoną uwagą. Spytał najpierw: czy restrykcja wewnętrzna wystarcza dla usprawiedliwienia kłamstwa? Jadwiga odrzekła z wielką prostotą, że aczkolwiek kłamstwo jest nieraz niezbicie potrzebne, wszelako pozostaje zawsze kłamstwem.

— Niech mi pani wytłumaczy, jak mógł Chrystus Pan twierdzić, iż nie wie, kiedy świat się skończy?

— Tak mówił, ponieważ istotnie nie wiedział.

— W takim razie nie był Bogiem?

— Wywód opaczny. Ponieważ Bóg wszystko może, przeto mógł doskonale nie wiedzieć, jak i kiedy ma się świat skończyć.

Posypały się oklaski; pastor wstał, obszedł stół i uściskał siostrzenicę. Miałem na języku replikę, która by zwaliła jej sylogizm243 jak domek z kart, lecz nie puściłem pary z ust, pragnąc przypodobać się prześlicznej teolożce. Pan de Harcourt, nagabywany o zadanie kwestii, wymówił się swoją absolutną... bezreligijnością. Wówczas Jadwiga zwróciła się do mnie. Skorzystałem z wyzwania, aby w pytania kazuistyczne244 zręcznie wpleść pełne galanterii komplementy, które w nie mniejszej mierze podobały się całemu towarzystwu, jak tej, pod której adresem były wystosowane. W samej też rzeczy ta urodziwa blondyna, posiadająca niepospolity intelekt, zaczyna opanowywać moje serce...

Po obiedzie poprosiłem Helenkę, aby zniewoliła swoją kuzynkę do wybrania sobie z mego puzderka z klejnotami pierścionka. Gdym go zobaczył na rączce Jadwigi, jąłem, całując wielokrotnie tę rączkę, dziękować jej z takim zapałem, iż nie mogła już mieć żadnej wątpliwości co do ożywiających mnie uczuć.

Wieczorem, podczas kolacji, Helenka zdała swoim trzem przyjaciółkom dokładną relację o obiedzie u pastora, a wyraziła się tak subtelnie i ściśle zarazem, iż pozostawało mi tylko zachwycać się i dziwić. Na noc nie mogła zostać, natomiast wyraziła nadzieję, że uda się jej może uzyskać od matki pozwolenie na spędzenie całych dwóch dni w pewnej willi nad jeziorem, należącej do przyjaciółek. Sędzia poradził, aby prośbę Helenki osobiście poparły. Matka uległa tak usilnym molestacjom i wszystkie trzy, wraz z Helenką, odjechały na wieś.

Na wsi, w obszernej willi, było miejsca dosyć dla wszystkich; i dla sędziego, i dla jego trzech przyjaciółek, i dla mnie, i dla Helenki. Toteż pierwszą noc spędziliśmy w willi nad jeziorem niezmiernie przyjemnie. Tylko sędzia był markotny. Wszelkie jego awanse245 Helenka przyjmowała bez wzdragań się i wymykań, lecz z rozpaczliwą obojętnością.