— Głupia dziewczyna! — fuknął przede mną podczas rannego śniadania. — Nie mam więcej ochoty się z nią zadawać. Dzikus niemiłosierny! Dziś muszę przez cały dzień być w Genewie i może wypadnie mi noc spędzić w mieście. Proszę... niech pan spróbuje dać sobie radę z Helenką... Może pan będzie szczęśliwszy i mała nauczy się traktować jak należy ludzi szczerze jej przyjaznych.
Wtajemniczone w sprawę przyjaciółki natychmiast po odjeździe sędziego zorganizowały spacer po parku i lesie i urządziły wszystko tak, żem się niebawem znalazł z Helenką sam na sam. Spróbowałem sumiennie adwokatować sędziemu, lecz bezskutecznie.
— Czemu pan — przerwała — nie zaprosi kiedy na obiad pastora i mojej kuzynki? Chętnie by mnie wzięli ze sobą...
— Co za szczęśliwy pomysł! Jakże się cieszę!...
— Myślę! Będzie pan miał sposobność rozkoszować się towarzystwem mojej kuzynki.
— Oddaję jej sprawiedliwość: jest piękna i niezmiernie inteligentna, lecz proszę mi wierzyć, że cieszę się jedynie dlatego, ponieważ pani obiecuje mi jej towarzyszyć.
— A jeżeli panu nie uwierzę?
— Zasmuci mnie pani niewymownie, bo... bo kocham panią z całej duszy!
— Wolne żarty. Musiałeś pan złożyć niejeden dowód tkliwych i gorących uczuć wszystkim trzem przyjaciółkom, których mocno żałuję.
— Czemu?