— O! Bardzo nawet chętnie, o to możesz pan być spokojny.

Sędzia wrócił na noc nad jezioro. Ułożyliśmy się spać w ten sposób, że ja udałem się do pokoju najstarszej z przyjaciółek, sędzia zaś został z dwoma młodszymi. Co do Helenki, wiedząc dobrze, że nie dojdę z nią do ładu, poprzestałem na paru całusach i życzyłem jej dobrej nocy. Po drodze do swego pokoju wstąpiłem do sędziego. Zastałem go nudzącego się straszliwie wobec obu towarzyszek, pogrążonych w głębokim śnie. Popsułem mu doszczętnie humor relacją o moich niefortunnych próbach zjednania dlań względów Helenki.

— Dam chyba za wygraną... — rzekł z zupełną rezygnacją w głosie.

— Może to i będzie najrozsądniejszą rzeczą, którą sędzia możesz uczynić. Zamartwiać się dla głupiej dziewczyny, głową o mur walić nie jest dowodem rozsądku. Szczęście nie powinno nas kosztować ani za mało, ani za wiele.

Pan Tronchin zgodził się jak najuprzejmiej i najchętniej na to, abym w jego wspaniałej willi ugościł moich przyjaciół i sam się zaprosił na mój obiad. Zadysponowałem tedy obiad — a przedni! — na sześć osób.

Obiad też był od początku do końca najchlubniejszym popisem kucharza, ale ozdobą uczty piękniejszą niż wszystkie kwiaty i kryształy była Jadwiga. Było w jej uczoności tyle niewieściego wdzięku i czaru, iż podbijała i olśniewała nawet tych, którzy się na jej wywody nie pisali wcale. A jaka w niej była lotność, bystrość, przytomność umysłu! Byłem oczarowany, zachwycony, rozpłomieniony. Pan Tronchin, podzielając w zupełności mój zachwyt, dziękował mi raz po razu za prawdziwą ucztę duchową, którą mu zgotowałem, za zapoznanie go z osobą tak niepospolitą, a oszołamiającą jak Jadwiga i zaprosił nas do siebie na pojutrze. Interesy niecierpiące zwłoki zniewoliły go opuścić nasze towarzystwo natychmiast po deserze. Pastor tymczasem, zajrzawszy akuratnie i do szampana, i do win cypryjskich, i do likierów, przypomniał sobie, jak to mówią, „dziewiczy wieczór” i jął prawić tysiące duserów byłej pani swego serca, matce Helenki. La maman246, też rozmarzona po kilku kieliszkach, patrzyła na pastora zamglonymi oczyma. Skorzystałem z psychologicznego momentu, aby coraz bardziej roztkliwiającą się parę poprosić o pozwolenie przespacerowania się po parku z obiema pannami. Pastor i la maman skwapliwie udzielili nam swego pozwolenia. Obie panny były w doskonałych humorach, mając też w czubku niejedną libację.

Zaledwieśmy skręcili w aleję, nasza rozmowa potoczyła się na temat różnicy między kobietą a mężczyzną, specjalnie zaś objawów podniecenia u mężczyzny i u kobiety. Pośpieszyłem udzielić Jadwidze namacalnej demonstracji, stwierdzając jednocześnie, że i ona musi uczuwać analogiczną surekscytację247 lokalną. Przyznała, iż w samej rzeczy ją uczuwa, a czasem, nocą, do tego stopnia silną, że musi sobie ulżyć według praw natury. Młoda teolożka prowadziła tę filozoficzną rozmowę w tonie niezmiernie poważnym, jakby uniwersyteckiego wykładu, co nie przeszkadzało, aby dyskurs nasz nie rozpłomieniał policzków Helenki rumieńcami zdradzającymi, że i ona ulega opanowującemu nas nastrojowi. Doszliśmy właśnie do dużego basenu pełnego wody. Szerokie schody marmurowe jakby zapraszały do zstąpienia w odświeżające nurty. Strzeliło mi do głowy — a miałem nieco w czubie — zaproponować, aby panny choćby tylko zanurzyły nóżki w wodzie, co znakomicie spowoduje orzeźwienie, ja zaś chętnie podejmę się je i rozzuć i obuć.

— Zgoda! — rzekła Jadwiga.

— Ja też! — dorzuciła Helenka.

— No to niech panie siądą na pierwszym stopniu.