We dwa dni potem ugaszczał nas mój bankier. Bankiet właściwie był na cześć Jadwigi, najpiękniejszej z pięknych, i moją, jako cudzoziemca dość zamożnego, aby wydawać, nie licząc, pieniądze na najwyszukańsze fantazje. Dwadzieścia osób zasiadło do stołu. Jadwiga brylowała. Nigdy jeszcze jej świetny umysł nie jaśniał taką elastycznością, sięgającą i przepastnych głębin, i zawrotnych wyżyn. Po obiedzie tak była otoczona składającymi jej hołdy, iż docisnąć się do niej nie mogłem. Tym gorliwiej asystowałem Helence, która mi powiedziała, że pastor i Jadwiga zapowiedzieli się na kolację do jej matki i że może już jutro będą u niej. „Jadwiga — dodała — zostanie u nas na noc i będę z nią spała w jednym pokoju. Zawsze tak jest, gdy z wujem jest u nas do późnego wieczora. Chcesz pan ją widzieć? No, to wskażę panu jutro o południu miejsce, gdzie będziesz mógł się ukryć”. Oczywiście, że przystałem na wszystko z uniesieniem.

Nazajutrz złożyłem wizytę matce Helenki, ona zaś, odprowadzając mnie do drzwi, pokazała mi zakamarek między dwoma schodami, „O siódmej — rzekła — znajdziesz pan drzwi od tego zakamarku otwarte i gdy wejdziesz, zarygluj je za sobą”. O trzy kwadranse na siódmą249 siedziałem już zaryglowany w moim ukryciu. Nareszcie! Wybiła dziesiąta i w jakie pół godziny potem usłyszałem głos pastora, żegnającego się i schodzącego z wolna po schodach. Przypomniała mi się analogiczna sytuacja podczas moich przygód z siostrzenicami pani d’Orio. Ach, dużo wody upłynęło od tego czasu, ale roztropności mi nie przybyło, o nie! Przybyło mi tylko doświadczenia. Przede wszystkim życie nauczyło mnie, że dziewczęta są trudne do uwiedzenia, ponieważ braknie im kurażu; niech no jednak taka lękliwa dzieweczka ma zaufaną przyjaciółkę, wówczas poddaje się prawie bez oporu; słabość jednej powoduje upadek drugiej. Ojcowie i matki myślą właśnie przeciwnie, że towarzystwo przyjaciółki znakomicie broni ich córki od wszelkich niepożądanych przygód. Zazwyczaj zabraniają córce pójść sam na sam z kawalerem na bal, na przechadzkę... lecz czynią chętnie ustępstwo od tej reguły, gdy córce towarzyszy jaka przyjaciółka lub koleżanka. Powtarzam: nie mają racji, albowiem gdy młodzieniec umie wziąć się do rzeczy, córka jest zgubiona. Fałszywy wstyd nie pozwala im oprzeć się kategorycznie pokusie, a pierwszy krok prowadzi z matematyczną ścisłością i niezmierną szybkością do kompletnego upadku. Jeżeli przyjaciółka pozwoli uszczknąć najbłahszą nawet oznakę przychylności, wówczas, aby się z tego powodu nie rumienić, nie zazna spokoju, dopóki nie zniewoli przyjaciółki do dania jeszcze mocniejszego dowodu tkliwych uczuć, i przy pewnej tylko zręczności z męskiej strony skromnisia ani się spostrzeże, jak zajdzie tak daleko, iż powrót będzie już niemożliwy. Im skromniejsza zresztą jest dzieweczka, tym mniej zna sposoby, którymi mężczyzna uwodzi kobietę. Urok zaznawanej przyjemności trzyma ją na manowcu i popycha wciąż dalej i dalej; nie może się oprzeć czarowi nowości, a nadarzająca się sposobność dokonywa reszty. Rzeczą jest, na przykład, najzupełniej możliwą, że doszedłbym do dobrego końca z Jadwigą nawet bez żadnej pomocy Helenki, lecz pewny jestem, że nigdy bym z Helenką nie doszedł do ładu, jeśliby mi jej kuzynka nie pozwoliła na takie poczynania z sobą, które, jak dwa razy dwa cztery, musiały mocno urażać wstydliwość i skromność młodziutkiej dzieweczki. Żem tyle miał przygód miłosnych, nie odczuwam wyrzutów sumienia; nie chciałbym atoli, aby za wzór brane, przyczyniły się do demoralizowania płci pięknej, zasługującej w tylokrotnej mierze na hołdy i cześć, rad był bym przeto bardzo, aby powyższe uwagi i spostrzeżenia, zaczerpnięte z mnogich doświadczeń, oddały przysługę ojcom i matkom, pozyskując mi, choćby na tej drodze, ich szacunek.

Rychło po odejściu pastora trzykrotnie zapukano we drzwi mego schowania. Otworzyłem. Atłasowa rączka ujęła mnie za dłoń. Wszystkie moje zmysły drgnęły. Była to Helenka. „Idź pan za mną” — rzekła półgłosem. Nie wytrzymałem; delikatnie wciągnąłem ją do mego ukrycia, zamknąłem drzwi, wziąłem w objęcia i dałem jej poznać, co ze mną wyprawia sama tylko jej obecność. Z miłym zdziwieniem przekonałem się, że jest mi z całą świadomością powolna. Żachnęła się jednak po chwili i szepnęła: „Dość! Dość! Bądź pan grzeczny i idź pan za mną cichutko”. Poszedłem za nią po omacku, w zupełnej ciemności. Doszliśmy do końca jakiejś długiej galerii; weszliśmy do zupełnie ciemnego pokoju, którego drzwi zamknęły się za nami; po chwili Helenka otworzyła w głębi pokój cały oświetlony, gdziem ujrzał Jadwigę prawie zupełnie rozebraną. Ujrzawszy mnie, zerwała się, podbiegła ku mnie i zarzuciła mi cudne ramiona na szyję, przepraszając, że moja cierpliwość wystawiona była na tak okrutną próbę.

— Boska kobieto! Jeślibym cię do szaleństwa nie kochał, toćbym przecie i kwadransa w tym ohydnym zakamarku nie wytrzymał. Rozkaż jednak, a choćby co dzień będę tam siedział bite cztery godziny i więcej. Byle ciebie mieć. Nie traćmy czasu, najdroższe przyjaciółeczki moje, i bądźmy szczęśliwi!

— Idźcie spać — odezwała się Helenka — ja się położę na kanapie.

— Za nic, kuzynko! Co mnie, to i tobie.

— Tak, nie inaczej, cudna Helenko! — pośpieszyłem wtrącić. — Kocham was obie; nie potrzebujemy wcale ceremonii, tylko marnujących drogocenny czas. Pójdźcie tu obie do mnie; ta na tę, tamta na tamtą stronę i, proszę usilnie, nie gaście światła!

Filozofując z uczoną moją teolożką na temat wstydliwości, rozebrałem się powoli, niemal do cna. Jadwiga ze swej strony, cytując mi orzeczenie Klemensa Aleksandryjskiego250, że właśnie koszula budzi w nas uczucie wstydliwości, wyzuła się niepostrzeżenie z ostatnich osłonek bielizny. Głośno jąłem zachwycać się przedziwną pięknością jej kształtów — dla dodania kurażu Helence, która powoli zaczęła iść w nasze ślady; kuzynka jęła jej docinać za przesadną wstydliwość i wyznać muszę, że te jej zachęcania i tłumaczenia wywarły na Helenkę stokroć silniejszy wpływ niż moje zachwyty nad perfekcją ciała niewieściego. I oto nareszcie ukazała się w całej pełni swych cudnych wdzięków... istna Wenus, wychodząca z morskiej toni. Nie wiedziała tylko biedaczka, co począć z rękami. Zasłaniała jedną ręką to, drugą owo, czerwieniejąc się po maleńkie uszka, iż wszystkiego drobnymi rączkami zasłonić nie może. W nieopisany zachwyt wprawiły mnie i ta jej pełna skromności wstydliwość, i ta walka uchodzącej wstydliwości z opanowującym ją uczuciem rozkoszy. Jadwiga była wyższa niż Helenka, karnację miała bielszą, pierś pełniejszą; Helenka miała więcej w sobie życia, a zarazem łagodniejsze linie kształtów, pierś zaś najzupełniej Afrodyty Medycejskiej251. Powoli nabrała pewności siebie i biorąc przykład z kuzynki, zaczęła coraz śmielej przyglądać się nam tak, jak my jej... aż wreszcie natura dopomniała się o swoje prawda. Nie myśleliśmy się jej opierać.

Rozwiodłem się na temat mego gorącego pragnienia używania raz po razu chwil tak upajających przez cały czas mego pobytu w Genewie. Wzdychając, tłumaczyły mi, że to niepodobieństwo. Może... może... za pięć, sześć dni nadarzy się sposobność zejścia się znowu razem. „Zaproś nas pan na kolację do swojej kwatery — rzekła po namyśle Jadwiga. — Może uda się choć chwilę mieć swobodną”. Oczywiście zgodziłem się najchętniej. Noc wydała się nam niemiłosiernie krótka, aczkolwiek nie zmarnowaliśmy ani chwili. Rozstaliśmy się z żalem o świcie. Udało mi się niepostrzeżenie wymknąć się i dopaść do zajazdu „Les Ballances”, gdziem spał jak suseł do samego południa.

Po południu złożyłem wizytę pastorowi, unosząc się nad jego siostrzenicą, co go niezmiernie jednało. Na tak przygotowany grunt padło moje zaproszenie na kolację do „Les Ballances” i zostało łaskawie przyjęte. Zaprosiłem, rozumie się, Helenkę — z matką.