Wina były doskonałe. Pastor i matka Helenki lubili akuratnie pociągnąć... i pofolgowali sobie, aż miło. Rozpoczęło się nieskończone wspominanie dawnych dobrych czasów i roztkliwianie się coraz obfitsze. Widząc to, dałem znak moim przyjaciółkom, aby przeszły do przyległego pokoju, sam zaś zająłem się ponczem. Poczęstowawszy nim pastora i jego „towarzyszkę młodości”, rzekłem, iż zaniosę ponczu obu panienkom, oglądającym w sąsiednim pokoju kopersztychy252. Tam Jadwiga mogła mnie z czystym sumieniem zapewnić, że nigdy by nie wiedziała, co to jest rozkosz, jeśliby szczęśliwy wypadek nie był mnie zaznajomił z jej wujem. O godzinie drugiej po północy jeszcześmy dokazywali...

We dwa czy trzy dni potem Helenka dała mi znać, że Jadwiga znowu będzie u niej nocowała i że drzwi od ulicy zostawi otwarte. Stawiłem się punktualnie i jak za pierwszym razem zaraz po dziesiątej zażyliśmy niewysłowionego szczęścia. Przekonałem się wówczas, że nauki moje nie poszły w las i że obie moje uczennice stały się istotnymi mistrzyniami zarówno w uszczęśliwianiu, jak i w używaniu szczęścia. Była to też i ostatnia nasza czarowna noc.

Nazajutrz poszedłem pożegnać sędziego i jego przyjaciółki. Zastałem Helenę. Udała, że mój odjazd tyle ją obchodzi, co i resztę towarzystwa. Nawet dla lepszej niepoznaki w mojej obecności pozwoliła sędziemu się pocałować. Poszedłem za jej przykładem i poprosiłem ją, aby zechciała złożyć moje najserdeczniejsze pożegnania swojej kuzynce i jej wujowi, ponieważ osobiście nie będę już mógł tego uczynić.

Wczesnym rankiem wyjechałem z Genewy prosto do Lyonu.

Intermezza

Nad Bosforem — Margrabina d’Ufré — Madrycka pareja

Natychmiast po przybyciu do Konstantynopola pośpieszyłem submitować253 się baszy254 karamańskiemu, czyli byłemu hrabiemu de Bonneval255, awanturnikowi, co szukał szczęścia przy dworze sułtana — i je znalazł. Przyjął mnie z wyróżniającą uprzejmością. Lecz najdonioślejszym wypadkiem podczas całego mego przebywania nad Bosforem było poznajomienie się z Jussufem Alim.

Liczył już sześćdziesiąt; bywałem w jego domu bardzo częstym gościem; zazwyczaj prowadziliśmy długie dyskursy na tematy filozoficzne, przeważnie dotyczące religii. Aż razu jednego zgadało się nam o miłości. I wówczas to Jussuf uczynił mi następującą propozycję:

— Mam córkę — rzekł — która odziedziczy wszystko, co posiadam, a i za życia mego jeszcze mogę jej zapewnić więcej niż dobrobyt. Pięć lat temu pojąłem za żonę młodą kobietę, lecz dotąd nie mam z nią potomstwa i domniemanie mieć nie będę. Córka moja, Zelma, ma obecnie lat piętnaście i jest niepospolicie piękna, charakter ma łagodny, dałem jej najstaranniejsze wykształcenie, mówi biegle po grecku i po włosku, gra na harfie i śpiewa, maluje, jest przy tym zawsze w doskonałym humorze. Uległa jest mi całkowicie: śmiało wyrażę się, że moja wola jest jej wolą. Nikt nigdy jej jeszcze nie oglądał, chyba z daleka. Dziewczyna ta to skarb! Otóż dałbym ci ją pod następującym warunkiem: musiałbyś cały rok przemieszkać u jednego z moich krewnych, tam nauczyć się języka tureckiego, poznać naszą religię i obyczaje. Po upływie tego roku, jeżeli zgodzisz się zostać prawym muzułmaninem, dam ci moją córkę za żonę. Otrzymasz w posagu dom z całym wewnętrznym urządzeniem oraz z niewolnikami, których życia będziesz panem, tudzież rentę, z której będziesz mógł żyć, opływając w dostatki. Nie potrzebujesz mi dawać odpowiedzi dziś, jutro lub któregokolwiek z góry oznaczonego dnia. Dasz mi odpowiedź, kiedy będziesz czuł, żeś się zdecydował. Rzuciłem w duszę twoją ziarno, Opatrzność zrządzi, czy ma zakiełkować, czy zginąć. Znam cię i jestem święcie przekonany, iż Zelma da ci szczęście, ty zaś stać się możesz luminarzem256 państwa tureckiego.

To rzekłszy, przycisnął mnie do łona i odszedł szybko, jakby nie dając mi czasu na zbyt pospieszną odpowiedź.