Nie mówiłem, rzecz prosta, nikomu o tej nadzwyczajnej propozycji, w obawie, aby czyjekolwiek zdanie nie zaważyło na mojej decyzji. Nie spieszyłem też powziąć jej. Czekałem, aż poczuję, jak wyrażał się Jussuf, wolę bożą. Spotykaliśmy się z Jussufem, rozmawialiśmy, lecz unikając poruszania materii, która nas obu w jednakowej mierze zaprzątała. Wreszcie przyszedł taki moment, że daliśmy folgę nurtującym nas perpleksjom257.
— To dla mnie jest rzeczą pewną — wyraziłem się — że z chwilą, kiedy powezmę postanowienie przyjąć twoją propozycję, już, szlachetny Jussufie, będziesz miał nade mną ojcowską władzę.
Wówczas Jussuf, mając oczy pełne łez rozrzewnienia, położył lewą dłoń na mej głowie, dwoma pierwszymi palcami prawej ręki dotknął mi czoła i rzekł:
— Trwaj synu mój, trwaj w takich intencjach, a nie doznasz zawodu.
Zauważyłem, iż może Zelma nie zechce mnie mieć za męża.
— Bądź o to spokojny — Jussuf na to. — Gdy z sobą rozmawiamy, patrzą najczęściej na nas i Zelma, i moja żona, i Zelmy guwernantka, i słyszą, co mówimy. Zelma cię zna, spodobałeś się jej. Powiem bez ogródek: już cię pokochała.
— Ale może nie wie, żeś mi ją za żonę przeznaczył?
— Owszem, wie dobrze.
— No to szczęście — rzekłem — że mi nie dajesz jej oglądać, gdyż byłbym na pewno olśniony i wówczas by na mojej decyzji serce zaważyło.
Jussuf słuchał mnie z nietajoną radością, ja zaś czułem, że niech no mi się owa Zelma spodoba, to nie zawaham się zostać muzułmaninem, byle tylko ją posiąść — potem bym tego żałował. Ambicją moją było zawsze zasłynąć wśród nacji cywilizowanych, bądź na polu literatury, bądź sztuki, w ogóle odznaczyć się, dokonać jakichś czynów niepowszednich, a wzniosłych... Nie mogłem przeto zapaść w muzułmaństwo, odgradzające mnie od świata. W dodatku nie uśmiechało mi się wcale siedzieć przez cały rok w Adrianopolu258, ucząc się barbarzyńskiego języka, do którego czułem nieprzezwyciężoną awersję i którego bym przeto nie wyuczył się nigdy.