Pewnego dnia jedliśmy śniadanie, ja i hrabia Bonneval, u jednego ze znakomitszych konstantynopolitańskich magnatów, którego zwać będę Izmaiłem. Dla rozrywki gości popisywała się przed nami neapolitańska pantomina, wystawiana, rozumie się, przez niewolników Izmaiła. To naprowadziło rozmowę na narodowy taniec włoski, na forlanę. Izmaiłowi okrutnie się zachciało zobaczyć ją tańczoną. Wziąłem tedy do ręki skrzypce i akompaniując samemu sobie, próbowałem dać mu wyobrażenie o forlanie. Oczywiście, demonstracja taka niewiele była warta. Natychmiast tedy posłano do pałacu ambasady weneckiej po co najprzedniejszego skrzypka, a gdy grać zaczął... o dziwo!... otwierają się drzwi i wchodzi przepyszna kobieta, o boskich kształtach, z twarzą osłoniętą szczelnie czarną maską, którą w Wenecji zowią moretta. Towarzystwo klaszcze, nie posiadając się z uciechy, piękna nimfa staje do forlany, ja staję naprzeciwko niej i tańczymy sześć forlan z rzędu. Partnerka moja po przedstawieniu tej serii (a wiadomo, że nie ma tańca tak fatygującego, jak właśnie forlana) nie okazywała najmniejszego zmęczenia, podczas gdy ja zniewolony byłem bodaj chwil kilka wypocząć. A tańczyła znakomicie: wątpię, czy w samej Wenecji znalazłaby się równa jej tancerka, właśnie dla forlany. Zawstydzony moim nie dotrzymaniem placu wątłej niewieście, wypocząwszy chwilkę, zbliżyłem się znów do pięknej nieznajomej, mówiąc:
— Ancora sei, e poi basta, se non volete vedermi a morir. Jeszcze sześć, a potem dosyć, jeżeli nie chce pani, abym skonał.
Byłaby mi niewątpliwie cośkolwiek odpowiedziała, lecz jak wiadomo, z morettą na twarzy nie sposób słowa wymówić. Uścisnęła mi tylko rękę, aż nadto wymownie. Zaledwieśmy skończyli tańczyć, eunuch259 otworzył szeroko drzwi i moja nadzwyczajna partnerka znikła w nich jak sen. Izmaił jął mi dziękować najgorętszymi wynurzeniami, ja dziękowałem mu nawzajem, gdyż Bogiem a prawdą, owa forlana była pierwszą przyjemnością, której zaznałem w Konstantynopolu. Spytałem go, czy niewiasta, która była przed chwilą wśród nas, jest wenecjanką. Uśmiechnął się tylko tajemniczo i nic mi nie odpowiedział.
Gdyśmy wracali do domu, Bonneval rzekł mi: „Ten zacny Izmaił nie wie, co robi! Dla popisu naraża swą opinię. Pozwolił panu tańczyć ze swoją niewolnicą... Czyż w dodatku nie zastanowił się, żeś pan niewiastę rozpalił? Teraz ona niechybnie będzie usiłowała wciągnąć pana w jaką intrygę; radzę, miej się na baczności!... Wszelkie intrygi tu u nas są nie bardzo bezpieczne”.
Jakoż dobrze przewidział, gdyż już we trzy, cztery dni potem zjawiła się u mnie jakaś stara niewolnica, proponując, abym od niej kupił wcale piękny, złotem wyszywany woreczek do tytoniu. Kupiłem. Podając mi go, wyraźnie mi pokazała, że w woreczku znajduje się list. Rzuciłem starej wiedźmie piastra260 za fatygę. List był niezapieczętowany, bez adresu i skreślony wcale dobrą włoszczyzną. „Jeżeli — stało w liście — pragniesz pan poznać tę, z którą tańczyłeś forlanę, a która jest rodowitą wenecjanką...” — tu następowały dokładne wskazówki, jak i gdzie mógłbym się z nią zobaczyć — w ogrodzie. List czytałem w parku Jussufa, czekając na powrót gospodarza. W chwili, kiedym chował list do kieszeni, wyrosła przede mną jak spod ziemi jakaś stara baba i zaprezentowawszy się mi jako „nauczycielka” Zelmy, jęła pod niebiosa wynosić swoją uczennicę. „Jaka szkoda — biadowała — że panu nie wolno jej poznać osobiście! Zakochałbyś się w jednej chwili... O! Tam, za tą zieloną żaluzją stoi ona, biedaczka, Zelmutka moja, i patrzy na nas...” Spytałem, czy mam Jussufowi powiedzieć, że mnie zagabnęła. Błagała, abym mu nie mówił. Rzeczą było aż nadto jasną, iż gotowa jest ułatwić mi widzenie się z Zelmą, bylebym choć w najlżejszej mierze na to nastawał. Zawahałem się... Nie chciałem uczynić kroku, który by mógł nie podobać się najdroższemu mojemu przyjacielowi. Nadszedł Jussuf. Wydał mi się nawet zadowolony z tego, że rozmawiam z „nauczycielką” Zelmy — niech wtrącę — z rodowitą rzymianką. Winszował mi, żem tańczył z najpiękniejszą huryską261 Izmaiła. Więc wiedział? Więc mówiono już o tym na mieście?
— Nic dziwnego — objaśnił mnie Jussuf. — Należy to do wielkich rzadkości. Zazwyczaj żadna z kobiet haremowych nie pokazuje się, osobliwie cudzoziemcowi. Ale Izmaił robi, co chce... Wolno mu... Jest we własnym domu panem absolutnym... Zresztą, to człowiek umiejący i lubiący żyć na wielkiej stopie...
Jak polecał mi list, udałem się pod wieczór do Izmaiła i nie zastawszy go w domu, poszedłem przejść się po parku. Jest akurat kiosk, jest w nim dziewczyna przyrządzająca limonadę! Mam właśnie — jak brzmiała wskazówka w liście — poprosić ją o szklankę limonady, kiedy strażnik parku podbiega i prosi mnie, abym opuścił park, gdyż panie z haremu wyszły i przechadzając się, idą w tę stronę. Schadzka moja nie doszła do skutku. Nazajutrz otrzymałem od Izmaiła zaproszenie na łowienie ryb przy świetle pełni księżycowej. Cudna to zabawa! Po ogromnym basenie pływaliśmy samowtór262, a gdyśmy się i łowami, i niezapomnianym widokiem ubawili, Jussuf rzekł mi, iż uraczy mnie jeszcze piękniejszym. Wstąpimy do tego oto kiosku i przez okna wychodzące na basen będziemy mogli do woli napawać się widokiem pań haremowych, mających zwyczaj kąpania się podczas pełni miesiąca263. Jakoż po pewnym czasie ujrzeliśmy płynące po mocno oświetlonej wodzie trzy prześliczne gracje264; raz po razu stawały na szerokich marmurowych stopniach, wskakiwały na cembrowania, przybierając pozy to nieopisanie malownicze, to działające diablo mocno na zmysły.
Nazajutrz po tej przedziwnej uczcie... dla zachwyconych oczu, zaproszony przez Jussufa na obiad, zastałem, ku memu niemałemu zdziwieniu, siedzącą w jadalni za stołem — damę. Na mój widok szybko zakryła twarz welonem, długim aż do ziemi. U okna siedziała niewolnica, wyszywająca na krosienkach. Chcę cofnąć się, przepraszając i tłumacząc się. Dama zatrzymuje mnie, oświadczając, iż sam Jussuf, zmuszony wyjść na chwilę, polecił, aby mnie zabawiła; prosi, abym usiadł; przemawia do mnie tonem pełnym słodyczy i serdeczności. „Kto to być może? — pytam sam siebie. — Czyżby Zelma?”
— Pan nie może odgadnąć, kim jestem? — pierwsza odzywa się dama.
— W samej rzeczy...