— Uważaj pan! Mój mąż nadchodzi.
Jakoż ukazuje się Jussuf, dziękuje żonie, że mnie zabawiała podczas jego nieobecności, podaje jej ramię i odprowadza do dalszych apartamentów. Ona, przekraczając próg, podnosi zasłonę, ściska męża i jakby przypadkiem i mimo woli daje mi oglądać swój profil, iście kameowy266.
Znikła. Za chwilę wrócił Jussuf i z wesołą miną powiedział mi zaraz, że żona kazała mu zaprosić mnie na obiad, na który sama przyjdzie.
— Bardzo jest piękna? — spytałem. — Piękniejsza od Zelmy?
— Inny typ. Zofia to piękność wyniosła i dumna, Zelma natomiast miła i słodka. Gdy umrę, szczęśliwy będzie ten, co weźmie Zofię za żonę. Leguję mu ją nie jako wdowę, lecz pannę.
Gdym moją przygodę opowiedział Bonnevalowi, jął mi urągać.
— Trzeba było — mówił — skorzystać z okazji. Ona sama tego najwidoczniej chciała, i teraz będzie miała nietęgie wyobrażenie o odwadze Włochów. Ta piękna Greczynka — tłumaczył mi dalej — taka jest akurat jak wszystkie Turczynki. Byle twarz była szczelnie zasłonięta!...
Do zapowiedzianego obiadu nie przyszło. Jussuf natomiast, zauważywszy podczas naszej wspólnej włóczęgi po bazarze, że mi się niezmiernie podobały pewne dywany i pasy, i chustki, i fajki, i że tylko stan mojej kasy nie pozwolił mi ich nabyć, kupił je wszystkie i przysłał mi w podarunku. Było tego za czterysta, a może i za pięćset piastrów. Zbierałem się do wyjazdu. Jussuf prawie mnie nie odstępował, a żegnając się ze mną, rozpłakał się; moje też łzy popłynęły. Oświadczył mi, że nie utracił ani krzty szacunku i przyjaźni dla mnie przez to, żem odrzucił jego propozycję. Przeciwnie, to odrzucenie nawet wzmogło jego dla mnie atencję i uczucia; nie ceniłby mnie wyżej, jeślibym został jego zięciem. Na pokład statku przed samym odpłynięciem przysłał mi jeszcze jeden hojny podarunek: przepyszną skrzynię, a w niej dwa centnary267 kawy najlepszego gatunku, sto funtów268 przedniego tytoniu w liściach i dwie duże flasze z tabaką, również najdoskonalszą, wreszcie jaśminowy, prześliczny cybuch, którym sprzedał na Korfu269 za sto cekinów.
*
...Udałem się do Paryża, polegając na zręczności, wymowie i uzdolnieniu, które nie dadzą mi zginąć na bruku stolicy świata.