Jakoż poszczęściło mi się. Dotarłem aż do ministerialnych progów. Umiejętnie przywłaszczywszy sobie cudzy pomysł i cudzy plan, wręcz zaimponowałem finansistom, nawet najbieglejszym w swym zawodzie. Chodziło mianowicie o zorganizowanie loterii państwowej. Potrafiłem zainteresować dla tej imprezy „sfery miarodajne”; gdy zaś sprawa ruszyła z miejsca, zapewniłem faktycznemu twórcy całego planu wcale pokaźne zyski — sobie, naturalnie, największe. Z poniedziałku na wtorek stałem się osobistością, z którą rząd francuski zaczął się liczyć. Dochody moje tak podskoczyły, iż mogłem sobie pozwolić na życie wielkopańskie. Stanęły przede mną otworem najwyszukańsze koła towarzyskie. Mogłem zadowalać najwyszukańsze fantazje, a szczęście u kobiet, rzecz prosta, dopisywało mi jak nigdy jeszcze w życiu. Z polecenia rządu francuskiego przeprowadziłem w Holandii pewne operacje finansowe, mogące mi zapewnić obfity dobrobyt do końca życia. Cóż, kiedy niestworzony byłem do spokojnego używania darów Bożych! Ciągnęło mnie w świat; żadnych więzów nie znosiłem; strwonić kapitał było dla mnie rzeczą powszednią i jakby nałogiem. Spróbowałem odbić się na założonej przeze mnie fabryce sukna, lecz w tym wypadku szczęście mnie zawiodło; w proficie miałem tylko całe stado dziewcząt pracujących w mojej fabryce, które wszystkie po kolei przeszły przez moje ręce... Miałem przez pewien czas formalny harem. Lecz pieniądze topniały i topniały.
W owym czasie poznałem się z margrabiną d’Urfe, nieopisanie dziwaczną osobą, wielkoświatową damą, posiadającą całe laboratorium chemiczne. Tonęła w dziełach treści mistycznej i abstrakcyjno-naukowej, a pasją jej życia było szukanie sposobu robienia złota. Drugą niedającą jej spokoju chimerą270 było rzekome obcowanie z duchami. Obie te słabości zwariowanej margrabiny potrafiłem znakomicie wyzyskać dla moich osobistych celów i mego pożytku. Uwierzyła, że jestem szczerym adeptem jej wierzeń i poszukiwań, odkryła mi wszystkie swoje „tajemnice”, ja zaś ze swej strony jąłem ją inicjować w „kabałę”, która mi i przy tej sposobności oddała znakomite usługi. Oczywiście, niejeden już szarlatan wyzyskiwał łatwowierność i niemal niepoczytalność margrabiny, lecz zdaje mi się, że nikomu nie okazywała tak daleko idącego zaufania jak mnie.
Pewnego razu zwierzyła mi się, iż dlatego ma tak utrudnione obcowanie z duchami, ponieważ jest kobietą. Duchy — rozumowała — chętniej obcują z mężczyznami, jako z istotami mniej doskonałymi niż kobiety. Ja — mówiła — wiem, w jaki sposób reinkarnować ją, margrabinę, to znaczy, przedzierzgnąć ją w pacholę, urodzone z filozoficznego oddania się pewnej „śmiertelnej” pewnemu „nieśmiertelnemu”... Oczywiście, mogłem spróbować leczyć notoryczne wariactwo margrabiny, lecz byłaby to akcja zgoła bezcelowa wobec jawnej nieuleczalności jej obłędu. Nie pozostawało nic innego, jak go wyzyskiwać.
Utwierdziłem ją przeto w nadziei, że uda mi się przemienić ją w mężczyznę, lecz zarazem zaleciłem szereg takich zabiegów, o których wiedziałem, że nie dadzą się wykonać. To pozwoliło mi sięgać raz po razu do kasy margrabiny, po sumy najrozmaitsze, których wysokość ode mnie tylko zależała. Wciąż łudziłem ją, że pod wpływem tych lub owych moich poczynań zamrze i odrodzi się mężczyzną! Nie czułem przy tym najlżejszych wyrzutów sumienia, żem tak bezczelnie zwariowaną damę okłamywał i wyzyskiwał. Margrabina d’Urfe była nieskończenie bogata, a przy tym skąpa. Fortuna jej, rzucona na los spekulacji giełdowych, wzrastała w oczach... Marnowała olbrzymie sumy na realizowanie rzeczy niedających się zrealizować. Czyż przeto nie lepiej było, że ta lub owa część tych sum szła na zaspakajanie moich nie tylko potrzeb, lecz i przyjemności? Rzecz inna, jeślibym je sobie przywłaszczał i ciułał tą drogą kapitał! Lecz w rękach mi nie został literalnie grosz jeden. Wydawałem wszystko, co do szeląga. To usprawiedliwia mnie i uspokaja. Były to przecie pieniądze przeznaczone wierutne głupstwa; no, i poszły na głupstwa; tylko moje własne.
Kiedy moja wyżej wspomniana fabryka sukna zbankrutowała i kiedym znowu musiał tułać się z kąta w kąt po świecie, margrabina d’Urfe nigdy mi sukursu271 nie odmówiła, ilekroć się do niej zwróciłem. Dawała się mistyfikować z zawsze jednakową łatwością, z czego obficie korzystałem, gdyż przez czas dłuższy jedynymi źródłami moich dochodów były gra w karty oraz usłużność moich przyjaciół.
*
Po iście awanturniczej peregrynacji272 po Europie całej postanowiłem udać się do Hiszpanii, której jeszcze nie znałem. Panowała tam niepodzielnie Święta Inkwizycja i wiedziałem, że mój tryb życia może mnie w Hiszpanii narazić na niejeden konflikt z tą surową wszechwładzą.
Przygody miłosne w Hiszpanii obracają się zazwyczaj w atmosferze niepokoju i wśród ponurych nastrojów, gdyż mają za cel uciechy niedozwolone. Z drugiej strony, jako takie, mają w sobie pewną pikantność i tajemniczość nie do pogardzenia. Hiszpan jest małego wzrostu, źle zbudowany i brzydki, natomiast Hiszpanki są urocze, miłe i pełne ognistego temperamentu. Zawsze są gotowe grać rolę w najniebezpieczniejszej nawet intrydze; okrutnie lubią wyprowadzać w pole zazdrosnych mężczyzn oraz damy do towarzystwa, strzegące cnoty swych pupilek. Hiszpanka ze wszystkich swych adoratorów odda preferans najodważniejszemu, który się nie ulęknie niebezpieczeństw, na które może go narazić stosunek z ukochaną; same chętnie wywołują niebezpieczeństwa i najdrażliwsze sytuacje, aby pierwsze pokonywać, a z drugich szukać wyjścia.
W parę dni po przybyciu do Madrytu poszedłem na bal maskowy, aby się przyjrzeć i bawiącym się, i zabawie. Przy bufecie wszcząłem rozmowę — po francusku — z jakimś dobrze już siwiejącym jegomościem. Spytał mnie, czy zgubiłem gdzie w tłumie moją damę.
Odrzekłem: