— Zmuszałby mnie do tego, chce pan powiedzieć? Tak. Jeślibym był szewcem. Lecz ja nim nie jestem.

— To kimże pan jest?

Zapatero de viejo, łaciarzem. Nie biorę niczyjej nogi w rękę, chyba że klient jest takimże jak ja sam szlachcicem.

— Mości hidalgo278, masz zupełną rację! Nie rób mi tedy trzewików nowych, tylko racz mi wyłatać moje stare. Czy Wasza Miłość zgodzi się na to?

— Z miłą chęcią. Wyłatam panu trzewiki tak, że będą jak nowe. Jestem rzemieślnikiem rzetelnym, jestem zapatero w piątym już pokoleniu i nikt z moich przodków nigdy grosza nie wziął za wiele. Zapłaci mi señor uno pezzo duro279.

Nazajutrz posłałem mojej „parejce” domino, maskę i rękawiczki; wieczorem zajechałem przed jej dom w powozie; oczekiwano mego przybycia z nieukrywaną niecierpliwością. Mama, rozsiadłszy się w powozie w jakiejś mantyli280, usnęła niemal natychmiast. Już tańczono, gdym z donną Ignacją wszedł na salę. Natychmiast też stanęliśmy do kontredansa, a po paru godzinach tańczenia zaprowadziłem moją towarzyszkę na kolację. Nie rozmawialiśmy ze sobą wcale; ciężko mi jeszcze było skleić hiszpański frazes281, a donna Ignacja mówiła tylko swoim rodowitym językiem. Uderzenie w bębny zapowiedziało o jedenastej rozpoczęcie się fandanga. Moja zwinna i lekka partnerka tańczyła przedziwnie, oddając z nieporównaną gracją całą zmysłowość płomiennego tańca. Podniecony do najwyższego stopnia, czułem, że mi się język rozwiązuje i uczyniłem mojej tancerce najoryginalniejszą w świecie deklarację miłosną, łącząc ze sobą wyrazy francuskie z włoskimi, a włoskie z hiszpańskimi. Mała w lot zrozumiała wszystko, zwłaszcza iż suto dopełniałem moją narrację strzelistymi spojrzeniami. Dała mi do zrozumienia, że się... zastanowi i że da mi odpowiedź w bileciku przyszytym do domina, które mi odeśle po balu. Niech po nie przyślę...

W powozie zastaliśmy mamę chrapiącą w najlepsze. Obudzona, utrzymywała, iż zdrzemnęła się tylko chwileczkę. W powozie było ciemno. Podczas gdy donna Ignacja opowiadała matce o wszystkich przyjemnościach, których zaznała na balu, trzymałem w moich dłoniach jej drobne rączęta, marząc o innych uściskach... Mama prosiła, aby powóz nie zajeżdżał bezpośrednio przed kwaterę jej wysoko urodzonego małżonka; obawiała się plotek. W odesłanym mi nazajutrz domino znalazłem bilecik donny Ignacji. Był krótki. „Don Francisco de Ramos, mój narzeczony — pisała — przyjdzie do pana i objaśni, w jaki sposób może mnie pan uszczęśliwić”.

Przyszedł istotnie. Zwierzył mi się, nie szczędząc słów, że donna Ignacja zdecydowała się zostać jego narzeczoną dopiero po nieskończonych zwlekaniach i poprosił mnie o pożyczenie mu 200 dukatów, aby mógł założyć sklepik kolonialny. Wymówiłem się. Odszedł urażony. W kilka dni potem zjawił się u mnie ojciec donny Ignacji. Hidalgo sam własnoręcznie odniósł mi trzewiki i zaszczycił mnie czułymi uściskami.

— Oczarowałeś pan moją córkę — rzekł. — Od rana do nocy tylko o panu mówi.

„Wolałbym — pomyślałem w duchu — mieć z nią do czynienia od nocy do rana”. Głośno zaś odpowiedziałem: