— Na honor, córka pańska jest panną równie piękną jak miłą, doskonale ułożoną...

— I urodzoną! — wtrącił.

— Któż by wątpił! Pragnąłem złożyć jej moją czołobitność, lecz obawiałem się plotek, na które małżonka pańska jest tak wrażliwa.

— Proszę bardzo, proszę bardzo! — zawołał. — Racz pan nas odwiedzić. Będziemy wielce radzi.

Znaczyło to mniej więcej: zalecaj się pan mojej córce.

Nie omieszkałem odwiedzić hidalga i ponownie zaproponowałem donnie Ignacji bal maskowy. Dałem jej rodzicom dwa dublony282 na domino i rękawiczki. Wszelkie moje atoli sondowania uczuć niezmiernie skromnej panienki nie doprowadziły mnie do żadnego pozytywniejszego rezultatu. Udało mi się tylko wydrzeć jej wyznanie, że musi walczyć z sobą. Musi? Dlaczego? Jadąc z nią na bal, wziąłem do powozu parę butelek ratafii283, a do kieszeni mojej tancerce nasypałem tak zwanych bonbons diaboliques284. Nie przyjęła złotego dublona.

— Daj go pan — rzekła — memu narzeczonemu. On tak bardzo potrzebuje monety.

— Nie przyjmie. Szlachecka duma nie pozwoli...

— Owszem, owszem! Niech to będzie zaliczką na owych dwieście dukatów, o które prosił. On taki biedny.

— I tak zakochany...