I nie tylko myśl swoją mam pozostawić za sobą ale i serce własne,

które głód i pragnienie napełniały słodyczą.

Jednak nie mogę zwlekać dłużej.

Morze, co rzecz wszelką woła ku sobie, rzuca mi dziś swój zew.

Odpłynąć muszę.

Bowiem pozostać — choć godziny płoną wśród nocy — znaczyłoby zamarznąć i skrzepnąć, uwięznąć zamknionym w nazbyt konkretny kształt.

Radbym zabrał ze sobą wszystko, co tu pozostaje, lecz jakżebym mógł to uczynić?

Głos nie zdolen jest unieść języka i ust, co mu skrzydła dały,

sam wznieść się musi w przestwory.

I sam, bez gniazda swego, wzbija się orzeł ku słońcu.