A gdy doszedł do podnóża góry zwrócił się znów ku morzu i ujrzał jak okręt jego zbliża się do przystani, a na pokładzie marynarzy — ludzi swej ojczyzny.
I okrzyk ogromny jego duszy wybiegł ku nim:
O syny mej dawnej macierzy, wy, jeźdźcy fal i morskich przypływów,
ileż to razy przybywaliście w moich snach, a teraz oto przypływacie na jawie, która jest moim głębszym snem.
Otom gotów odpłynąć z wami, a żarliwość ma z rozpiętym żaglem czeka na wiatr.
Tylko jeszcze jeden oddech zaczerpnę w tym cichym powietrzu;
tylko jedno miłujące spojrzenie wstecz rzucę, i już stanę wpośród was,
żeglarz wśród żeglarzy.
A ty, o morze bezkresne, ty uśpiona rodzico, coś jest pokojem i wolnością jedyną dla rzeki i dla strumienia,
tylko jeden zakręt jeszcze uczyni ten potok w swym biegu,