Jesteście jako dzieci, co bawiąc się nad brzegiem oceanu, wznoszą wieże z piasku wytrwale, by je za chwilę ze śmiechem wywrócić.
Ale gdy tak piaskowe wznosicie budowy, ocean, coraz więcej i więcej piasku przynosi na brzeg, a gdy wywracacie je, śmieje się wraz z wami.
Zaprawdę, ocean zawsze śmieje się z niewinnym.
Ale cóż rzec o tych, dla których życie nie jest oceanem, a przez ludzi stanowione prawa nie są im jako wieże z piasku;
których życie jest skałą, a ustawa dłutem, którym chcą w niej wykuwać kształt im samym podobny?
Cóż rzec o kalekim, co nienawidzi tancerzy?
O wołach, co swe jarzmo kochają, a jelenia i łosia poczytują za zbłąkane i pomylone włóczęgi leśne?
Co powiedzieć o starym wężu, który sam nie umie skóry swojej zrzucić, a wszystkich innych gołymi i bezwstydnymi nazywa?
I o tych, co na uroczystość weselną jawią się najpierwsi, a opuszczają ją, obżarci i przemęczeni, głoszą, iż każda uczta jest wykroczeniem, a wszyscy biesiadnicy — łamiącymi prawo?
Cóż mogę o nich rzec, jak nie to, że stoją również w blasku słońca,