zaprawdę bywało tak zawsze, iż miłość nie zna swojej własnej głębi aż nadejdzie godzina rozstania.
Zbliżyli się i inni, prosząc go by pozostał. A on milczał. Tylko głowę opuścił, a ci, co stali najbliżej widzieli łzy — jak cicho padały na jego pierś.
Powoli postępował wraz z ludem ku świątyni i zatrzymali się przed jej wielkim krużgankiem.
Tu z chramu wyszła ku nim niewiasta, imieniem Almitra. A była ona wieszczką i jasnowidzącą.
Wzniósł na nią oczy z tkliwością niezmierną, albowiem ono to była pierwsza, która słuchała jego słów i uwierzyła weń, gdy zaledwie dzień jeden przebywał w ich grodzie.
A ona pozdrawiając go, rzekła:
Proroku boży, który szukasz rzeczy ostatecznych, od dawna wypatrywałeś twego statku, przemierzając wzrokiem przestrzenie.
A dziś okręt twój przybył i odpłynąć musisz.
Głęboką jest twa tęsknota za krajem twych wspomnień; ojczyzną twych najwyższych pragnień; miłość nasza nie chce ciebie wiązać, a nędza nasza cię zatrzymywać.
Lecz o jedno prosić cię dziś chcemy — mów do nas zanim nas opuścisz, daj nam coś z twojej prawdy;