to płomień ducha w was, co wzmaga się wciąż i rośnie, a wy, niebaczni, nie widząc jak się rozszerza, opłakujecie uwiąd waszych dni.

To życie co szuka w ciałach przejawu, w nich uwięzione, grobu się boi.

Ale niema tu grobów.

Te góry i równiny są jeno kolebką i drogą wzwyż.

Ilekroć przechodzisz koło pola gdzieś pogrzebał swych przodków, popatrz nań uważnie, a ujrzysz siebie i dzieci twe w kręgu tanecznym złączone.

O, jakże często weselicie się, sami o tym nie wiedząc.

Przychodzili do was inni, a wy, za obietnice wierze waszej czynione, darzyliście ich tylko bogactwem, władzą i zaszczytem;

a ja dałem wam mniej niż obietnicę, a byliście dla mnie stokroć bardziej hojni.

Daliście mi moją najgłębszą tęsknotę życia.

Zaiste nie masz większego dla człowieka daru, nad ten co wszystkie jego zamierzone cele obraca w usta spieczone, a całe życie w krynicę.