Dni swe mej służbie oddał i zabawie,

Pojąc się wzroku mojego płomieniem.

Ach, nigdy tego słowem nie wysławię,

Jak cudnych marzeń był on mi wcieleniem,

Z jakim patrzyłam w niego zachwyceniem!

Lecz całe szczęście to wnet znikło marnie!

Inny wziął potem duszę mą i ciało,

Lecz jak odmienny: pyszny z swego rodu,

Z twarzą pochmurną zawsze i zuchwałą.

Ten mnie uczynił służką swą za młodu,