Jednak mych wdzięków nie ważąc ni cnoty,

Mrok na słoneczne me spuścił tęsknoty

I radość w wieczną przemienił męczarnię.

Gdy w przeszłość tęsknym podążę wspomnieniem,

Widzę młodzieńca, co mnie, dzieckiem prawie,

Obdarzył sercem i objął ramieniem.

Dni swe mej służbie oddał i zabawie,

Pojąc się wzroku mojego płomieniem.

Ach, nigdy tego słowem nie wysławię,

Jak cudnych marzeń był on mi wcieleniem,