Kobiecy głos wyrwał go z odrętwienia:
— Ty jesteś Luca, kominiarczyk?
— Tak.
— Pani Defilippi, matka Maria, prosi, żebyś przyszedł odwiedzić jej syna.
Luca nie poczuł się wcale onieśmielony, poszedł razem z kobietą do pałacu.
W pokoju chorego panowała atmosfera oczekiwania. Mario wciąż majaczył, nie mówił, lecz rzęził.
— Luca... moja piłka... chcę zobaczyć Lukę...
Mama pochylała się nad chorym, na jej twarzy malował się ból, z trudem powstrzymywała łzy i łkanie.
— Chcesz zobaczyć Lukę?
— Tak... tak — powiedział Mario, podrywając się na łóżku.