Luca uśmiechał się, wcale go to nie dziwiło, uważał to za naturalną kolej rzeczy.

Pojawiła się pani:

— Ależ on piękny! — powiedziała drżącym głosem. — Nawet jest do niego podobny... — przerwała i wybuchła szlochem, mocno przytulając do siebie chłopca.

Luca nie rozumiał dobrze, co się stało.

Przekład — Nastazja Leśniak i Monika Żurek

Klaczka czarnoksiężnika

Dawno temu żył sobie pewien owdowiały biedaczyna wraz z synem o imieniu Kandyd. Cały majątek mężczyzny stanowiła zagroda i trzy woły. Kandyd, chłopiec błyskotliwy i inteligentny, gdy tylko skończył osiem lat, zwrócił się do ojca w te słowa:

— Chciałbym pójść do szkoły...

— Nie stać mnie na to, moje dziecko!