...która poślubiła pewnego wdowca. Oboje mieli córki z pierwszego małżeństwa. Córka wdowca miała na imię Serena, a córka wdowy Gordiana. Macocha nienawidziła Sereny, która była dobra i piękna, zrobiłaby zaś wszystko dla swojej Gordiany, choć ta była zła i brzydka.
Cała rodzina mieszkała w książęcym zamku, oddalonym o trzy mile od najbliższej wioski. Na wiodącej do zamku drodze, pośród tysiącletniego lasu bukowego, znajdowało się rozdroże. W księżycowe noce tańcowały tam w kółku psotliwe gnomy, które zamieszkiwały te okolice i straszyły przejeżdżających przez las podróżnych.
Macocha, która dobrze wiedziała o istnieniu tych figlarnych stworzeń, pewnego niedzielnego wieczoru rzekła do swej pasierbicy:
— Sereno, zostawiłam w kościele swoją książeczkę do nabożeństwa. Przynieś mi ją.
— Mamo, przecież jest noc...
— Ale księżyc świeci jaśniej niż słońce!
— Mamo, boję się! Pójdę tam o świcie.
— Masz iść teraz! — nalegała macocha.
— Mamo, niech Gordiana idzie ze mną.
— Gordiana dotrzyma mi towarzystwa. Idź już!