— Złotopiórciu, co śpiewasz?

— To nie ja. To cudzy głos we mnie śpiewa.

Złotopiórcia wiedziała, że przemawia przez nią jakiś przyjemny dla ucha, pochodzący z oddali głos.

Staruszek wciąż dmuchał i wzdychał:

— Złotopiórciu, moje biedne dziecko, przecież ktoś rzucił na ciebie urok!

III

Pewnego ranka Złotopiórcia obudziła się jeszcze lżejsza i bardziej znudzona niż zwykle.

— Dmuchnij na mnie! — prosiła dziadka.

Jednakże staruszek nie odpowiadał. Kiedy dziewczynka zbliżyła się do łóżka dziadka, okazało się, że już nie żył.

Wybuchła płaczem. Płakała przez trzy dni i trzy noce. O świcie czwartego dnia postanowiła zwołać ludzi. Ledwo uchyliła drzwi, porwał ją wiatr i powiódł wysoko do góry, niczym bańkę mydlaną...