Królewicz ucałował na pożegnanie dobrą wieszczkę. Nagle poczuł, że zaczyna go uciskać na palcu pierścionek ofiarowany przez Biancabellę.

— Och! Nasza miłość jest zagrożona!

— Odwagi, chłopcze, szykuj się do walki i biegnij czym prędzej na dwór. Możesz liczyć na moją pomoc.

Uzbrojony od stóp do głów Sansonetto ruszył w drogę galopem.

Czuł, jak pierścionek zaciska się na jego palcu coraz bardziej.

— Pewnie miała już dość tego czekania... Obym tylko zdążył na czas!

Dotarł do Pamerii, przystrojonej flagami jak na wielką uroczystość. Zapytał ludzi, na czyją cześć to święto.

— Tydzień temu w pałacu królewskim rozpoczął się turniej. Król postanowił, że jego córka musi wyjść za mąż. Stu rycerzy toczy bój o rękę Biancabelli. Jeden ze śmiałków, nikomu nieznany, wygrywa po kolei z wszystkimi uczestnikami turnieju. I wszystko na to wskazuje, że zanim zajdzie słońce, pokona on swoich ostatnich rywali.

Sansonetto pobiegł na turniej i usiadł wśród widzów. Tajemniczy rycerz, odziany w szkarłatną zbroję, wyrzucił właśnie z siodła ostatniego konkurenta, a tłum zaczął wiwatować na jego cześć. Wówczas Sansonetto opuścił przyłbicę i ku zdumieniu zebranych przystąpił do walki. Wystarczył pierwszy cios, a niezwyciężony rycerz runął na ziemię.

Po otwarciu stłuczonej zbroi okazało się, że w środku nie ma żadnego rycerza. Była to pusta zbroja, w którą wieszczka tchnęła dobrego ducha i posłała na turniej. Nieistniejący rycerz miał powstrzymać pozostałych konkurentów i pozwolić królewiczowi dotrzeć na czas. Sansonetto podniósł przyłbicę i pokłonił się wybrance. Biancabella niemalże zasłabła z nieoczekiwanego szczęścia, a król przytulił uleczonego młodzieńca niczym syna.