Przyszedł czas na huczne wesele.

A z posadzonych w królewskich ogrodach magicznych pestek z biegiem lat wyrosły drzewa, które utworzyły tak zwany „Gaj Zuchwalstwa”.

Przekład — Emilia Górnioczek

Ostatni książę

Na samym końcu wiodącej przez las ścieżki, na tle zasnutego ciemnymi chmurami nieba, wznosił się nad stromym urwiskiem osiemnastowieczny zamek. Wiódł w nim swój osobliwy żywot ostatni książę San Fiorino. Osierocony i samotny, dwanaście smutnych lat życia spędził na nauce retoryki i zasad etykiety pod okiem srogich wychowawców i dworzan, którzy pilnowali go niczym więźnia w złotej klatce. Naprawdę można to nazwać złotą klatką, przebogaty zamek otaczały bowiem urokliwe, zalesione wzgórza, obfitujące w wodę i dziką zwierzynę. Wszystko dookoła promieniowało świetnością starego arystokratycznego rodu.

Ostatniego dziedzica zewsząd otaczał książęcy przepych jego przodków. Jednakże młody książę wcale nie wydawał się szczęśliwy. Zmuszony przesiadywać godzinami w okazałej pałacowej bibliotece, w której pobierał nauki od swoich surowych nauczycieli gnębiących go teoriami Platona i Ptolemeusza, pochylał swoją jasną czuprynę nad opasłymi tomami, a niekiedy pogrążony w myślach wodził wzrokiem za nietoperzem krążącym pośród regałów pod mrocznym sklepieniem lub wpatrywał się w wielki globus, podróżując wyobraźnią po najodleglejszych zakątkach świata.

Z jednakowym smutkiem książę uczestniczył w lekcjach tańca i etykiety. W pełnych przepychu salonach zdobnych w lustra, złota, jedwab i sztukaterie wszystkie damy dworu i rycerze bacznie obserwowali małego księcia pobierającego lekcje tańca od dwóch zabawnych mistrzów dworskiej etykiety. Nie sprawiały mu również radości konne przejażdżki po parku ani polowania, albowiem gdziekolwiek tylko się udawał, podążał za nim cały orszak pilnujących go rycerzy. I zawsze czegoś mu brakowało. Brakowało mu wolności.

Pewnego dnia książę postanowił uciec ze złotej klatki. Wstał z łóżka przed świtem, przywdział swoje najpiękniejsze aksamitne i jedwabne szaty, założył najbardziej drogocenne klejnoty, wsiadł na koń i pognał przed siebie. Minął ogrody i park, aż dotarł do leżącego na granicy książęcych posiadłości jeziora. Przystanął na chwilę zamyślony, niepewny swojej dalszej drogi. Przy brzegu dostrzegł łódź, a w niej jakiegoś człowieka. Poprosił, żeby ten przeprawił go na drugą stronę.

Starzec przystał na jego prośbę. Kiedy znaleźli się już na przeciwległym brzegu, książę wyskoczył z łódki na ląd i dał mężczyźnie w podzięce swój najcenniejszy pierścień. Ta szczodrość aż odebrała staruszkowi mowę. Następnie książę ruszył dalej przed siebie i wędrował cały długi dzień. Pod wieczór znalazł schronienie w jakiejś lichej gospodzie. Widok małego dżentelmena w kapeluszu z piórami wzbudził szczere zdziwienie karczmarza i karczmarki. Młody książę nie wiedział, czym jest pieniądz ani czym jest wartość rzeczy. Miał na sobie wszystkie swoje klejnoty, ale puste kieszenie. Za nocleg w gospodzie zapłacił właścicielom szmaragdowym pierścieniem. Wyruszył w dalszą drogę. W końcu porozdawał wszystkie pierścienie. Pozbył się także aksamitnego, wyszywanego złotą nicią surduta. Następnie oddał też swój kapelusz z piórami i buty z brylantowymi sprzączkami.

Był zmęczony i kulał. Zaczęło do niego docierać, że złota klatka była miejscem idealnym, że świat okazał się inny od tego, jaki widział oczyma swojej wyobraźni.