gram sobie, śpiewam i czekam
przebudzenia ze snu kamiennego.
Król zatrzymał konia i zbliżył się do pastuszka. Zdumiał się jeszcze bardziej, gdy spostrzegł, że to flet jego utraconego syna.
— Gdzie to znalazłeś?
— U stóp tego dębu — odpowiedział pastuszek, po czym wskazał na skałę, w szczelinie której leżał Jacenty.
Dwaj bracia spojrzeli na siebie i zbledli.
Zaciekawiony król podszedł do skały i odsunął głaz zasłaniający szczelinę.
Wszyscy wielce się ucieszyli i zdumieli, gdy ich oczom ukazała się łagodna i spokojna twarz Jacentego.
Na miejsce przybył w międzyczasie również szacowny pustelnik.
Król wziął syna w ramiona, po czym powierzył go opiece pustelnika i błagał o cud.