— Książę, dokąd to?
— Do króla.
— Nie można ot tak złożyć wizyty jego królewskiej mości. Podaj swoje nazwisko, a jeśli król zechce cię przyjąć, wówczas cię przepuścimy.
Kasandryn podarował każdemu z halabardników po sto skudów, ci jednak nie zamierzali ustąpić.
— To za mało? Bierzcie zatem jeszcze więcej.
Halabardnicy, przekupieni złotem, przepuścili Kasandryna, a ten wkrótce został przyjacielem króla.
Już po kilku dniach na dworze mówiono ze zdumieniem o niesłychanej hojności Kasandryna. Gdziekolwiek młodzieniec się pojawiał, rozdawał sowite napiwki po sto skudów, a służący, kucharze, pokojówki i lokaje kłaniali mu się w pas, nie posiadając się z radości. Tylko pokojówka księżniczki, jedynej królewskiej córki, sprytniejsza od innych i ciesząca się szczególnymi względami, zaczęła podejrzewać, że za hojnością księcia kryje się jakaś magiczna sztuczka. Pewnego wieczoru, pomagając księżniczce przy zdejmowaniu pończoch, zwierzyła się jej ze swych domysłów.
— Księżniczko, ta torba przybysza jest zaczarowana. Jest taka mała, a mimo to każdego wieczoru udaje mu się wyciągnąć z niej tysiące skudów... Trzeba mu ją odebrać!
— Masz rację — zgodziła się księżniczka — ale jak to zrobić?
— Jaśnie pani, co wieczór przy kolacji nieznajomy siada po twojej lewej stronie, trzeba dolać mu do kieliszka środek nasenny, wtedy zaśnie i wszystko pójdzie jak z płatka.