Jak powiedziały, tak zrobiły. Przy kolacji, gdy podano owoce, księciu Kasandrynowi zaczęły kleić się oczy, po chwili oparł głowę o obrus i ku zdziwieniu króla i ucztujących — zasnął. Zaniesiono go do jednego z pałacowych pokoi i dalej spał już w łóżku.
Służąca tylko czekała na ten moment, wzięła torbę Kasandryna i zaniosła ją swojej pani. Potem, działając we wzajemnym porozumieniu, oddały śpiącego młodzieńca w ręce czterech zbirów, rozkazały wyrzucić go za mury pałacu i pozostawić na pustkowiu. Kasandryn obudził się o świcie cały przemarznięty i zaraz zrozumiał, że stał się ofiarą podstępu.
— Zemszczę się — powiedział, po czym opuścił miasto i udał się do swojej rodzinnej wsi.
Przybył do brata, a ten przywitał go z otwartymi ramionami i posadził przy palenisku pomiędzy swoją żoną a dziećmi.
— Kasandrynie, bracie mój, gdzie masz swoją zaczarowaną torbę?
— O ja nieszczęsny! Dałem się podejść w mej naiwności i ukradziono mi ją — rzekł, po czym opowiedział bratu całą historię. — Dzięki twojej pomocy mógłbym ją odzyskać.
— Jak?
— Pożycz mi swoją magiczną serwetę.
Sansonetto zawahał się.
— Bardzo cię proszę, potrzebna mi jest tylko na kilka dni, zaraz potem ci ją zwrócę.