I oto pojawiły się delikatne obrusy, błyszczące kryształy i srebra, rozpływające się w ustach wyrafinowane potrawy, wytwornie skomponowane pasztety, wyśmienita dziczyzna, rzadkie ryby, owoce zza morza i wina ze słonecznych wysp. Gdy nadeszła godzina obiadu, biesiadnicy nie posiadali się z zachwytu. Król wezwał mistrza kuchni i pochwalił go przed całym dworem. Od tego dnia szef kuchni powierzył Kasandrynowi przygotowywanie dań, a sam zbierał wszystkie pochwały.

Każdego dnia Kasandryn kilka minut przed posiłkiem wchodził do jadalni, zamykał się na klucz i po chwili z niej wychodził. I królewskie stoły były zawsze suto zastawione.

Służący zaczęli podejrzewać go o czary.

Pewnego dnia pokojówka księżniczki, sprytniejsza od innych, podejrzała przez dziurkę od klucza, jak potrawy pojawiają się na stołach znikąd.

Szybko podzieliła się odkryciem ze swą panią.

— Jaśnie pani, ten nieznajomy, który posługiwał się zaczarowaną torbą, nadal przebywa w pałacu. Podaje się za kucharza i ma magiczną serwetę, dzięki której wyczarowuje potrawy.

— Musimy zdobyć tę serwetę! — odpowiedziała księżniczka.

— Zdobędziemy ją! — obiecała służąca. Jak powiedziała, tak zrobiła. Pod osłoną nocy włamała się do sekretarzyka, w którym Kasandryn przechowywał magiczny talizman i podmieniła go na zwykłą serwetę.

Następnego dnia, przygotowując obiad, Kasandryn na darmo rozkładał serwetę, powtarzając zaklęcie. Stoły były puste.

— Po raz drugi dałem się podejść! Tym razem jednak na pewno się zemszczę!