— Przysięgasz zatem, że możesz nas uzdrowić?

— Tak, przysięgam.

— Kiedy rozpoczniesz kurację?

— Zaraz, jeśli taka wasza wola.

Kasandryn rozkazał królowi rozebrać się do pasa i wyjął z koszyka pęk pokrzyw, po czym zaczął chłostać królewskie plecy, trzymając pokrzywy w urękawicznionej dłoni.

— Wystarczy! Litości! — krzyczał król.

— Jeszcze, wasza królewska mość.

Potem taką samą kurację zastosował wobec królowej.

Gdy półżywa już para królewska spoczywała na łożu, Kasandryn podał im do zjedzenia owoce z odległych wysp. Powoli królewskie oblicza odzyskiwały dawną biel, a łuski rzedły, aż całkiem zniknęły.

Król i jego małżonka nie posiadali się z radości.