Przyszła kolej na księżniczkę.
Kasandryn poszedł do pokoju królewskiej córki i zamknął się z nią na klucz. Rozpoczęto leczenie, zza drzwi dobiegały przejmujące jęki i krzyki.
— Pomocy! Dość! Wystarczy!
Kuracja trwała jednak dalej.
— Umieram! Wystarczy! Pomocy! Litości!
Po godzinie Kasandryn wyszedł z pokoju, zostawiając księżniczkę półżywą.
— A co z jej skórą? — dopytywała królewska para.
— Jutro przyjdę dokończyć kurację i przywrócę jej naturalną biel.
Kasandryn udał się do swojego przyjaciela opata i powiedział:
— Przyjdź jutro około południa do pałacu królewskiego, żeby wyspowiadać księżniczkę, której grozi rychła śmierć.