— Za krowią skórę, mój panie — odparł młynarz. — Sprzedałem ją w mieście. Chciałem ci podziękować, że zabiłeś mi krowę.
Pan czym prędzej pobiegł do swego domu, kazał zabić wszystkie swoje krowy, ściągnąć z nich skóry i zapakować je na wóz zaprzężony w cztery konie, a następnie osobiście udał się do miasta, by je sprzedać.
— Ile kosztuje ta skóra? — spytał go garbarz.
— Korzec złotych monet — odparł pan.
— Wolne żarty, dobry człowieku!
— Wcale nie żartuję! Korzec złotych monet!
A że wszystkim dawał tę samą odpowiedź, garbarze wzięli go za wariata. Otoczyli go, zaczęli mu dokuczać i go szturchać. W końcu nieborak musiał uciekać, zostawiając na targu wszystkie swoje skóry.
Rozgniewany do żywego udał się do młynarza, lecz do niczego się nie przyznał, wszak zbyt ucierpiałaby na tym jego duma.
Młynarz, który akurat jadł mięso z zabitej krowy, zaprosił pana do wspólnej biesiady.
Gdy posiłek dobiegł końca, a wino lekko uderzyło do głowy, młynarz rzekł: