— Mój panie, wszyscy wiedzą, że pod względem brawury i siły nie masz sobie równych. Jednak sądzę, że w jednej rzeczy mi ustępujesz...
— W czym takim?
— Mogę tu na twoich oczach zabić swoją żonę, a następnie wskrzesić ją przy pomocy magicznej lutni.
— Żarty na bok! — wykrzyknął pan.
— Spójrz tylko, mój panie.
Młynarz chwycił nóż, powalił żonę na ziemię, udając, że podcina jej gardło, w rzeczywistości jednak nawet jej nie drasnął. Rozciął jedynie pęcherz wypełniony krwią, specjalnie wcześniej ukryty przy jej szyi.
Kobieta wiła się na ziemi, pozorując śmierć w konwulsjach, aż w końcu zesztywniała.
Pan patrzył na to wszystko w osłupieniu.
Następnie młynarz wziął w ręce lutnię i zaczął grać. Jego żona zaś odegrała scenę powrotu do życia, otworzyła oczy, po czym z uśmiechem skoczyła na równe nogi.
— Daj mi swą lutnię, a oddam ci mój młyn na dwa lata — zaproponował pan.