— Powodzenia! Obyś zrobił piękny statek! — zaskrzeczała sroka, wskakując po gałęziach kasztanowca.
— Niech dobry Bóg wysłucha twojego życzenia!
Serdecznik wrócił do pracy i przy każdym ciosie siekierą w pień od drzewa odpadał już gotowy, oszlifowany fragment statku. Poszczególne jego części przyciągały się do siebie i łączyły jakby za sprawą magnetycznej siły.
„To jakieś czary!” — pomyślał uradowany Serdecznik.
Przed zachodem słońca cudowny statek był gotowy. Chłopiec stanął za sterem, po czym ruszył przed siebie poprzez pola, rzeki, doliny i jeziora, siejąc przerażenie wśród mijanych na swej drodze wieśniaków.
W końcu spotkał człowieka, który gryzł kość.
— Co robisz? — spytał go Serdecznik.
— Umieram z głodu! — odpowiedział tamten.
— Płyń ze mną, a będziesz miał co jeść.
I Wszystkojad — bo tak mężczyzna miał na imię — wsiadł na statek.