Zasięgnął rady jednego ze swoich ministrów, który rzekł mu tak:
— Wasza wysokość, masz przecież w swojej kuchni kucharza, który jest niedościgłym biegaczem. W pięć minut biegnie zaczerpnąć wody do źródła oddalonego o dziesięć mil stąd i wraca z pełnymi bukłakami. Zaproponuj nieznajomemu przybyszowi, by obaj zmierzyli się w biegach.
Król kazał sprowadzić Serdecznika i zaproponował mu wyścig.
— Zrobi się! — odpowiedział młodzieniec, powierzając zadanie Prędkobiegaczowi.
Następnego dnia Prędkobiegacz i kucharz stanęli do wyścigu. Ani się kucharz nie obejrzał, a Prędkobiegacz był już przy źródle, wywołując tym samym zaciekły gniew swojego przeciwnika, który dotąd nie miał sobie równych. Gdy obaj napełnili już bukłaki i odpoczywali na trawie, kucharz — który znał się też na czarach — tak długo patrzył na Prędkobiegacza, aż uśpił go wzrokiem, po czym położył mu na powiekach dwa zielone kamienie, aby się nie obudził, wziął pełne bukłaki i pośpieszył na zamek.
Jednak Tęgosłuch cały czas nasłuchiwał, przekazując swoim kompanom, co działo się w oddali.
— Tęgosłuchu, co oni robią? — spytał Serdecznik.
— Kucharz i Prędkobiegacz zdyszani usiedli przy źródle i rozmawiają. Prędkobiegacz zasnął i głośno chrapie. Kucharz ruszył biegiem do pałacu.
— Bystrooku, spójrz w dal i powiedz nam, co widzisz.
— Kucharz jest w połowie drogi, a Prędkobiegacz leży i śpi z dwoma kamieniami na oczach.