Z chwilą, gdyby zyskał przewagę orężną, przestałby być partyzantem. Stałby się żołnierzem normalnej armii walczącej.
Chłopcy zrozumieli to. Nie mieli fałszywej pychy młodzieniaszków. Woleli odejść sprzed zamkniętych drzwi, niż porwać się na niedopuszczalny czyn. Trzeba umieć nawet klęskę ponieść z godnością. Zresztą nie ponieśli klęski: swej duchowej przewagi nie stracili. To tamci tchórzowsko zatrzasnęli drzwi. To tamci wystawili sobie świadectwo małego ducha.
Tego wieczora jeszcze Edwin pojechał do Krakowa. Jakkolwiek się sprawa miała, nie było tu co robić. W lesie nie można było mieszkać, a tu nie było ani jednego adresu, ani jednego ośrodka partyzanckiego. Ani jednego obiektu działania.
Jak dotychczas wszystkie możliwości zostały wykorzystane. Teren był po prostu nieodpowiedni. Przewodnik — niesumienny. Nie dorósł do zadania. Miast poprowadzić ich w lasy na odpowiednie stanowisko, wywiódł ich w pole. Właściwie mogli wracać wszyscy. Ale to byłoby coś na kształt dezercji. Pozostali więc na miejscu do czasu powrotu Edwina. Pobudowali sobie meliny, zorganizowali pocztę. Wypatrywali okolicę. Czy może jednak nie znajdzie się pole działania. Ale bezskutecznie.
Zamknęli się w małym pokoju Ewy47. Zastawili szklane drzwi. Mówili przyciszonym głosem. Na tapczanie leżał Edwin — dokoła siedzieli Dolek, Marek, Romek, Maniek. Edwin opowiadał wszystko ze szczegółami. Słuchali wzburzeni. Napięcie wzrastało.
Drzwi się uchyliły. Zza kotary ukazała się głowa Justyny. Zniecierpliwionym machnięciem rąk dali znak, by odeszła: „Nie przeszkadzać teraz!”
Wycofała się posłusznie. A tak bardzo pragnęłaby być z nimi tam wewnątrz! Wiedziała już coś niecoś o tym, co zaszło! Więc gdy się tam teraz ważyły losy ludzi, powinna i ona być wśród tej czwórki. Choć niekoniecznie ona! Powinna by tam być raczej Anna, Mira, Ewa — ktokolwiek, byle dziewczyna. Justyna tak bardzo boi się o tę piątkę, rzuconą na łaskę i niełaskę w lasy. Już dawno pogodziła się z faktem, że nadejdzie chwila, a nie będzie nikogo z tych ukochanych chłopców. Ale niech giną przynajmniej w radosnym poczuciu spełnienia, a nie dogorywają wśród pustki i beznadziei.
Tam wewnątrz radzili sami chłopcy: a mężczyźni nie zwykli się wycofywać. Każde wycofanie nazywają klęską.
Więc Justyna przechadza się przed domem podniecona i czeka niecierpliwie na to, co tam uradzą.