— A tak na ciebie czekamy — mówił jakiś głos (naprawdę nie pamięta, czyj) — tak bardzo się niepokoiliśmy wszyscy, boś miała być jeszcze w piątek, a dziś już jest niedziela.

— Och, miałam przygód bez liku! A im szybciej chciałam dostać się do was, tym trudniej mi było znaleźć połączenia, ale wreszcie jestem i upadam ze znużenia.

Z domów wyłaniały się coraz to nowe twarze.

— Gdybyś wiedziała, jaki zaniepokojony jest Marek! Szkoda, żeś nie słyszała, jak się złościł na Józka6, na Halę. Zjechał ich, krótko mówiąc, po swojemu. A z jakiego to dziś powodu? Z żadnego, po prostu z tej przyczyny, że był zdenerwowany, teraz się chyba już uspokoi.

Justyna spiekła raka. Wiedziała przecież, że Marek będzie zaniepokojony jej dwudniowym spóźnieniem, ale że o tym wszyscy mówić będą, nie przypuszczała w ogóle. Toteż zaśmiała się głośno, żeby pokryć zmieszanie, i taką roześmianą właśnie ujrzał Marek. Już go zdążyli zawiadomić, że przyjechała, więc zdołał się wyrwać na chwilę, żeby ją przywitać i teraz przepychał się ku niej poprzez tłumy.

A gdy stanęli twarzą w twarz i Justyna poczuła w uścisku jego wąską, twardą dłoń, wiedziała już wszystko w okamgnieniu. Więc to nie był przypadek, że odpowiedzialność za całą rodzinę, za obie matki, za ojca i Witka spadła wyłącznie na Justę. Że w tej najcięższej może chwili była sama, zdana na własne siły, własną zaradność i spryt. Teraz już wszystko było dla niej jasne: dla Marka skończyło się życie osobiste. Odtąd „sprawa” porwała go w swe tryby i tylko ona ma dla niego wartość. Wszystko inne ma dla niego znaczenie pośrednie, tylko ona jedna ma dla niego wartość wyłączną, bezwzględną.

I kiedy patrzyła na jego, jakby w brązie wykute, rysy, na stalowe błękitne oczy — czuła wyraźnie, że on już jej nie widzi, że poprzez jej postać patrzy w dal czy w przyszłość, w to, co ma nastąpić i co zajmie pierwsze miejsce w jego życiu.

— Mam tylko chwilę czasu — powiedział. A Justa wiedziała dobrze, że tak powie, że odtąd już zawsze będzie miał tylko chwilkę czasu.

— Odstawiłaś wszystkich na miejsce? W porządku?

— Najlepszym.