Wbiegła do znajomych, ułożyła dziecię na łóżku i wyszła na miasto. Dziecko było piękne i starannie wypielęgnowane. Znać, że matka, choć sama przymierała głodem, włożyła w nie całą siłę swej miłości. Kiedy wróciła, dziecko już nie żyło.

Otrząsnęła się z bólu. Zabrała się znów do roboty. Zamieszkała u rodziców Ewy — i tu zetknęła się z naszym ruchem. Od razu porozumieli się z Dolkiem. Byli sobie ogromnie bliscy. A i Marek znalazł się pod jej urokiem. Stała się dla nich ideałem kobiety dojrzałej, wielkiej bojownicy, o serdecznym kobiecym sercu. Jej osoba i wartość osobista kazały wierzyć w siłę partii.

Tak powzięła decyzję współpracy. Postanowili iść ręka w rękę, dzielić się wszystkim. Udział nie był jednak równy. Jeden dawał swą młodość, a może swe życie — a drugi tylko doświadczenie.

Wkrótce okazać się miało, że nie tylko [zatarte] były nierówne, ale [zatarte] oddania.

[Luka w rękopisie]

Stosunki stawały się coraz trudniejsze. Lidia robiła, co mogła. Starała się pokrywać mankamenty, troszczyła się o każdego wysyłanego człowieka, ale to już nie ratowało sytuacji. Jednego bowiem nie wyjawiła im szczerze: że partia na tym terenie nie działała aż do chwili jej powrotu i że stało się to jedynie i wyłącznie dzięki zapałowi i gotowości młodzieży żydowskiej.

Prowadzono długie narady, a słowa Lidii sprowadzały się do następującej treści: „To prawda, że mamy mało doświadczenia. Zdobywajmy je [zatarte], a nadrobimy czas”.

Odpowiedziano jej:

— Wy chcecie zdobywać je naszym kosztem. My [zatarte] płacimy zbyt wysoką cenę, za którą musimy rozwinąć się jako niezależny ruch.

— Zostańcie — mówiła ze swym kobiecym czarem — staniemy się razem silni.