— Jak się nazywali?

— Ach, ja tam nie wiem — machnął ręką.

— A jak wyglądali?

Opowiedział dokładnie. Nie było się co zastanawiać. Benek i Ignaś nie żyli już.

— Umierali mężnie — kończył chłop — prawdziwe zuchy.

— Pewnie nasi — dorzucił szeptem...

I zamyślił się.

— A wy nie chodźcie do wsi — ostrzegł raz jeszcze — szkoda was, panowie. — Wykręcił się na pięcie i odszedł pospiesznie.

Wrócili do lasu. Nie mieli tu co robić. We dwójkę nie dokonają niczego. Trzeba zresztą zawiadomić kierownictwo. Trzeba do kogoś uciec ze swym bólem.

Przeczekali kilka godzin w lesie. Wieczorem zakradli się na stację. W piątek rano stanęli w Krakowie.