Na przykład Anka64, ta dzielna, urodna dziewczyna, zajechała do Rozwadowa65, objęła mieszkanie, zarabiała sobie doskonale.
Wtem — szantaż. Nie chodziło o pieniądze, ale o jej dziewczęcą młodość. Stawiła dumny opór. Wtedy w odpowiedzi padło słowo: Żydówka!
Znalazła się w więzieniu. Nie przyznawała się jednak do niczego. Wypierała się mężnie. Chciała jeszcze wyrwać się do pracy.
Próbowano interweniować. Zajechał tam Julek66. Jego rzekome obywatelstwo litewskie miało mu rzekomo drogę torować. Nie udało się jednak nic. Jej pewna siebie postawa podważała ich podejrzenie, ale nie chcieli jej zwolnić mimo to. Trudno było się łudzić. Była stracona. Ociągali się wprawdzie z wykonaniem wyroku, ale wypadek był beznadziejny.
A to był dopiero początek.
Gdy tak Justa myślała o tym wszystkim, było jej ciężko. Mówili jej wszyscy o wiośnie, o pięknej, wolnej, zwycięskiej, a tymczasem ledwie się jesień rozpoczęła, już przerzedzają się szeregi.
Zmrok zapadał, gdy Justa zajechała do Krakowa. Gęsta mgła osnuła miasto. Szła powoli. Musiała trzymać się do ostatka. Jedno spojrzenie mogło ją zdradzić. Ciężko było wśród tych smutnych myśli udawać beztroskę. Więc ten przymus, ten sztuczny uśmiech, który nosić trzeba było na twarzy, męczyły i wyczerpywały ją do reszty.
Odetchnęła, kiedy weszła wreszcie do Alka. Była wśród swoich, tym bardziej, że zastała tu Dolka.
— Pójdziemy razem? — zapytał.
— Z radością — odpowiedziała.