— Nie, nie wiem!
— W dzielnicy?
— Ponoć wyszli z Ewą. Ale nie wiem, dokąd.
Stały przez chwilę w milczeniu.
— A gdzie są inni?
— Niektórzy u Alka.
— Kto?
Justa próbowała sobie uzmysłowić, że tam się jednak „akcja” toczy, że zmiecie znów tysiące ludzi. Ale nikt z ruchu nie śmie ginąć teraz. Więc z drżeniem czekała na odpowiedź.
— Patrz! — zawołała Mira nagle, a jej wyraz twarzy zmienił się. — Patrz, idą!
Justa poszła za jej spojrzeniem. Jezdnią szedł długi szereg robotnic żydowskich. Twarze ich były blade, oczy zasępione, krok ciężki, choć szybki. Głuche milczenie panowało w szeregach. Głuche i złowrogie.