Pod wpływem tej szczerej wiadomości smutek powoli ustępował miejsca cichej pogodzie. Zyga rozruszał się powoli. Żal mu było, że z własnej winy stał się nawet ich ciężarem. Ale w tym pełnym miłości cieple żal topniał coraz bardziej. Uspakajał się.

— Śniło ci się chyba?

— Powiadam, że jest i jest!

— Czemu nie przyszła razem z tobą?

— Przyjdzie, zaraz zobaczycie.

— Opowiedz, jakim cudem się to stało.

— Chyba nie uciekła z więzienia?

— Uspokójcie się. Opowiem wszystko. Wracam od Alka. Byłam u niego, bo... zresztą, mniejsza z tym. Wtem drzwi się otwierają i wchodzi Anka. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie. Nie, to nie było zdziwienie ani radość. Sama nie wiem, jak to nazwać. Anka żyje! Została zwolniona. Zrozumcie to! Bez żadnej protekcji, żadnej interwencji. Utrzymała się w swej roli do ostatka. Wszyscy uwierzyli jej. Uznali, że została niewinnie uwięziona. Pomyślcie tylko!

— I jak się czuje teraz?

— Zupełnie normalnie! Trochę przybladła, trochę schudła, ale jest sobą. Wróciła pełna sił i chce natychmiast ruszyć do pracy. Przekonacie się zresztą sami. Przyjdzie tu zaraz.