Kierownictwo ruchu dowiedziało się o niebezpieczeństwie na czas. Postanowiło zaraz następnego dnia zakonspirować się, opuścić dzielnicę. Nic ich to nie przerażało. Przeciwnie — te rozpoczynające się rozgrywki rozgrzewały im krew w żyłach. Czuli, że nadchodzi chwila, gdy trzeba będzie rozpocząć otwartą walkę. Cieszyli się na myśl o niej. Humor im się poprawił. Ułożyli szczegółowy plan. Nazajutrz rano mieli [zamazane] przystąpić. Tej nocy na razie mieli tylko ukryć się pod nie swoim adresem.
Traktowali sprawę dość lekko. Nie spodziewali się zbytniego pospiechu ze strony milicji.
Tego wieczoru wróciła Ewa z podróży. Była bardzo zmęczona, zdążyła zaledwie przywitać się z Dolkiem, już chciała ułożyć się do snu.
A Dolek właśnie zamierzał odejść z domu. Postanowił przenocować u swej matki. Mieszkanie było tam wolne. Rodzice od ostatniej „akcji” pozostali już poza dzielnicą. Mira była w podróży. Wyjechała do Radomia89 dla nawiązania kontaktu z gniazdem, z Sabiną. Miejsca więc było dość.
— Pójdziesz ze mną.
— A to czemu? Dokąd? — zapytała zdziwiona.
Opowiedział jej pokrótce. Wysłuchała w zupełnym spokoju.
— Więc?
— Zostanę tutaj. Jestem ogromnie zmęczona. Już nigdzie nie pójdę dziś, bo nie mam sił. A zresztą — dodała roześmiana — dziś się jeszcze nic nie zdarzy.
Tymczasem zdarzyło się wiele. Zaraz po odejściu Dolka Ewa zasnęła twardo. Znużenie kilkudniowe rzuciło się na nią i obezwładniło ją zupełnie. Nie usłyszała nawet ostrego dobijania się do drzwi. A było dopiero wpół do dziesiątej. Nie usłyszała nawet, jak dziesięciu milicjantów wkroczyło do mieszkania. Weszli z tupetem, hałasem. Byli „zwycięzcami”. Jedną część swego zadania wypełnili już. Przed chwilą odprowadzili na policję Mańka. Jak zawsze — liczył na to, że nic mu się nie stanie. I czekał w domu. Jak na początek, udało im się świetnie. Więc teraz już pewni siebie wkroczyli do mieszkania. Ewa spała twardo. Dopiero podniesione głosy zbudziły ją. Poderwała się. Wzrok jej padł na Artura90. Był jej kolegą, studenckim partnerem na wieczorach dramatycznych, nieledwie przyjacielem, towarzyszem dawnych zabaw, a co za tym idzie, pewnie adoratorem. Ostatnio, już jako milicjant wysokiej rangi, bywał u niej często. Rozmawiali ze sobą otwarcie. Mieli do niego zaufanie, chcieli pozyskać go dla sprawy. Nie był daleki od niej, zresztą brakło mu tylko decyzji. Ale i tej spodziewali się wkrótce.