— W jakiej roli?

— Jako zakładniczka.

— Idę.

I poszła. Odprowadzili ją na posterunek milicji. Była spokojna. Oni jednak — nie. Otrzymali rozkaz zaaresztowania wszystkich ludzi o tym samym nazwisku. Przede wszystkim zaś rodziców. Wyruszyli zatem raz jeszcze na wyprawę. Dzielnica była mała. Odległość znikoma. Do najodleglejszego punktu można było dotrzeć w ciągu pięciu minut. Toteż niebawem znaleźli się przed domem rodziców Dolka. Wszędzie już było ciemno. Romek spał z Dolkiem na tapczanie. Usnęli z najlepszym samopoczuciem. Perspektywa pierwszego zatargu z milicją podniecała ich niezmiernie. Zacierali aż ręce. I tylko czekali, aż się rozgrywka zacznie. Spali zatem snem ludzi zadowolonych, kiedy dziesiątka umundurowanych przestąpiła próg. Zapalono światła. Obydwaj zbudzili się. Jednym spojrzeniem ogarnęli sytuację. Nic nie powiedzieli. Leżeli dalej spokojnie i wpatrywali się obojętnie w przybyłych. Lecz kiedy Artur zauważył Dolka, wzbudziło się w nim coś niby sumienie. Nie wiedział, że go tu zastanie. Nie przygotował się więc do tego wewnętrznie. Jak stanąć przed tym człowiekiem, wobec którego czuł się marny.

Chcąc zatem zyskać na czasie, udawał, że nie widzi mężczyzn na tapczanie i wprowadził całą dziesiątkę do pokoju przyległego. Wymienił imię i nazwisko. Mieszkała tu zupełnie obca rodzina.

— Nie ma tu takiego.

Nie było innej rady. Musiał zawrócić ich do pierwszej izby. Zebrał się na odwagę. Odetchnął i powiedział jakby nieśmiało:

— Do ciebie przyszliśmy, Dolek.

— Aż tutaj?

— Szukaliśmy cię w twoim mieszkaniu.