— I?

— Musieliśmy zaaresztować Ewę jako zakładniczkę.

— Rozumiem. Pójdę z wami pod tym jednak warunkiem, że najpierw zwolnicie żonę.

— Dobrze. Zbieraj się, a ja tymczasem pobiegnę na posterunek. Nim przyjdziesz pod gmach policji, Ewa będzie zwolniona.

Artur wyszedł. Dolek wyskoczył z łóżka i ubierał się pospiesznie. Był już zupełnie gotów, a jeszcze wciąż poprawiał jakieś szczegóły toalety. W gruncie rzeczy szukał czegoś. Wreszcie powiedział:

— Gotów!

Odetchnęli z ulgą, kiedy zobaczyli go gotowego do drogi. Bali się oporu, więc to posłuszeństwo było małą niespodzianką. Nie rozumieli wprawdzie, po co tak długo zatrzymywał się w czasie ubierania, ale ostatecznie mieli go już w rękach. A reszta, cóż, ich obchodzi.

Wyszli w ciemną, jesienną noc. Głośnym echem odbijały się kroki w uśpionej dzielnicy. Było ich dziewięciu umundurowanych i on jeden w cywilu.

Dolek szedł powoli. Starał się opóźniać pochód. Grał na zwłokę. Z dala zauważył już Artura. Wracał sam.

— Gdzie Ewa?