— Powinniśmy jeździć od miasta do miasta i uświadamiać ludzi, że nie ma »wysiedlenia«, że jest to tylko kaźń! Niech się nie łudzą, że ryzykują cokolwiek: powinni uciekać, masowo uciekać. Nie wyrywać się w pojedynkę, ale rzucać się całą masą, zalać pociągi, drogi, cały kraj. Pomyśl, jak bardzo byśmy im utrudnili robotę. Prawda, że obławy zamieniliby na masową rzeź, ale dla nas jest to bez znaczenia, a dla nich byłby to otwarty bunt: mieliby ręce po łokcie zawalone robotą.

W końcu straciliby orientację, kto Żyd, a kto nie Żyd, i czym trudniej byłoby segregować, tym większa byłaby ich wściekłość. Każdy bunt bowiem podważa ich siłę, psuje ich ład.

— Słuchaj, czy ty naprawdę wierzysz — zapytała go wtedy Justyna — że nasz bunt, nawet najsilniejszy, może mieć jakieś znaczenie, poza symbolicznym? Czy może mieć wpływ na ogólną sytuację polityczną?

— Bez wątpienia. Przecież nie my sami ten bunt podniesiemy. W każdym kraju tkwi jakieś zarzewie buntu. Wystarczy rozpłomienić go w jednym kraju, by ogień ogarnął całą Europę. A wtedy jesteśmy ogniwem w wielkim łańcuchu, płomieniem w olbrzymim ognisku, co oczyści cały świat. Tylko od wewnątrz można oczyścić to przegniłe naczynie, a w tej kreciej robocie nasz udział jest taki ważny, jak każdego innego narodu.

— To muzyka dalekiej przyszłości — powiedziała Justyna ze smutkiem.

— O, wcale nie dalekiej: Patrz, w Jugosławii20 walczy regularna armia powstańcza, sama działa wiele, ale nie pokona wroga. Nie wolno jej jednak pozostawić samej. Za jej bohaterskim przykładem powinni iść wszyscy ludzie, w których dusza jeszcze nie zgasła. A jeśli tak wszędzie powstaną przeciw nim, to ta cała potęga runie w gruz. Pomyśl, że wszystko jest w naszych rękach. Gdyby sobie to samo umieli powiedzieć wszyscy uciemiężeni, jakie wielkie mielibyśmy szanse!

Justa podrywa się. Zawsze, kiedy myśl jaka w niej wzbiera, coś ją ponosi, coś nie pozwala tak spokojnie trwać w bezczynności, gdy tyle wielkich rzeczy czeka spełnienia.

„Jutro wstanę — postanawia. — Dość już wypoczynku. Trzeba się zabrać do roboty!”


Nazajutrz Justyna była już zupełnie zdrowa. Wstała wcześnie, krzątała się w domu, jednak nie znajdowała dla siebie treściwego zajęcia. Jeszcze nie znalazła toru, po którym miało się potoczyć jej nowe życie.