Dorożka zrobiła jeden skok galopem, a potem znów zaczęła jechać niedołężnym kłusem.
Opuściłem zaplamione szkła okien dorożki i chciwym płucem ssałem powietrze nocne.
Wszystko mi stało się tak niepojęcie nowe: domy, ulice, zamknięte sklepy.
Biały pies włóczył się samotnie i w złym humorze po mokrym trotuarze479. Spojrzałem na niego. Co za dziwowisko! Pies! Zapomniałem, że takie zwierzęta są na ziemi. — Z radości jak dziecko zacząłem wołać na niego:
— Hej, hej! Jakże to można być tak smutnym!
Co by na to powiedział Hillel? — A Miriam?
Jeszcze parę chwil, a jestem u nich. Postanowiłem sobie póty we drzwi stukać, aż ich z łóżka powyciągam.
Teraz wszystko było dobrze — żałoba całoroczna minęła!
Toż nie prześpię już tej sprawy, jak niegdyś.
Na chwilę znów mnie załamała dawna trwoga: przypomniały mi się słowa więźnia z pyskiem dzikiego zwierza. Spalona twarz, zabójstwo lubieżnicze, ale nie, nie — przemocą odpychałem ten obraz: nie, nie, to niemożliwe! Miriam żyje! Toć jeszcze głos jej słyszałem przez usta Lapondera.