Od mroków nocy — do białego ranku!

Tak! ja się modlę — całą mą rozpaczą,

Że wyjść nie można z zakreślonych granic

I że żałować próżno tych, co płaczą,

Bo i ta żałość, i ten płacz ich na nic,

Bo i uśmiechy, i łkania ich gardła —

To wszystko zejdzie w jedną zgniłą trumnę...

I że to wszystko jest takie rozumne!

I że w rozumie tym litość umarła!...

I tę modlitwę sprawiam bez ustanku,