Od mroków nocy — do białego ranku!

Tak! ja się modlę, kiedy tarczą złotą

Księżyc wypłynie z gwiazd łzawych namiotu,

To ja się modlę szaloną tęsknotą.

Tą niepojętą, prawie bez przedmiotu;

To ja się modlę smutku mego mrokiem,

Poczuciem pustki bezmiernej ogromu,

To ja się modlę rozżalonym okiem,

Że jestem obcy w rodzinnym mym domu!...

I tę modlitwę sprawiam bez ustanku