Puśćcie swobodnie tygrysa i niewolnika!

Okrutnymi zębami kąsajcie ciało!

Pan, Sylen, satyry, bachantki, mimalloneidy, menady — z wężami, pochodniami, w czarnych maskach, rzucają sobie kwiaty, odsłaniają Fallus, całują go, wstrząsają tympany, rzucają w siebie tyrsami318, kamienują muszle, ssą winogrona, zabijają kozła i rozdzierają Bachusa!

APOLLO

którego zbielałe włosy opadają, uderza swe rumaki

Pozostawiłem w dali kamienistą Delos319, tak czystą, że tam się wszystko teraz zda umarłe; i chcę dojechać do Delf320, zanim jego wapory natchnieniowe nie zaginą w całości. Muły żują wawrzyny. Pytia obłąkana już mówić nie umie.

Przez ześrodkowanie mocniejsze będę miał pieśni wzniosłe i pomniki wieczne, a cała materia przenikniona będzie drgnieniami mojej cytary321.

Nastraja lirę, ale struny pękają i krwawią mu twarz. Febus322 odrzuca lirę i z wściekłością waląc kwadrygę.

Nie! dość form! Dalej jeszcze! Na szczyt! Ku czystej idei!

Ale konie cofają się, stają dęba, łamią wóz i zaplątany w połamane kawały dyszla i uprzęży bóg spada w otchłań, głową w dół.