ANTONI
dostrzegł wreszcie jego wysoki wzrost
Kilkakrotnie już, gdyś mówił, zdawałeś mi się rosnąć... i nie było to złudzenie. Jakże? Objaśnij mi... Osoba twoja mnie przeraża...
Kroki się zbliżają.
Cóż to takiego?
HILARION
wyciąga ramię
Spójrz!
Wówczas pod bladym promieniem księżyca Antoni odróżnia karawanę nieskończoną, która defiluje po grzebieniu skał i każdy wędrowiec kolejno ze skały w otchłań wpada. Naprzód są tu trzej wielcy bogowie Samotraki: Axieros, Axiokeros, Axiokersa, złączeni w pęk, okryci purpurą, z ręką podniesioną.
Eskulap idzie z twarzą melancholiczną, nie widząc nawet Samosa i Telesfora323, którzy go z niepokojem wypytują. Sosipolis324 elejski, w kształcie Pytona, toczy swe pierścienie ku otchłani. Doespoene w kołowrocie sama rzuca się w przepaść. Britomartis325, wyjąc ze strachu, czepia się oczek swej sieci. Centaury galopem pędzą i skaczą w czarną otchłań.